Takie krótki skojarzenie przyszło mi do głowy:
Człowiek, który ma napompowane balony nie powinien w nie rzucać gwoździami. A nawet lepiej w pobliżu balonów gwoźdźmi się nie bawić. Gwóźdź jest łatwym do rozwalenia balonem bodźcem.
Podobnie człowiek, który ma problemy z czystością (a dokładniej masturbacją) nie powinien sięgać po pornografię. Jest ona jak ten gwóźdź, który niszczy balony. Chyba nie ma takiego twardziela, który mając obecnie (albo w niedalekiej przeszłości) problemy z onanizmem, sięgając po pornografię mógłby być spokojny, że nie popełni grzesznego czynu cielesnego. A jeśli ktoś jest takim twardzielem, to zapewne ma już porządny problem z samym sobą. Bo jeśli coś, co ma za zadanie podniecać i prowadzić do nieczystości, nie podnieca, to znaczy, że oglądający pornografię człowiek ma problem z psychiką, albo jest tak bardzo niemalże nieustannie rozbudzony, że mało co go potrafi ruszyć.
Podsumowując: Chcesz zerwać z masturbacją? Przede wszystkim odetnij się od pornografii.
PS. Mam świadomość, że trochę to niezgrabnie, lub wręcz niezrozumiale, napisałem. Ale w skrócie można by powiedzieć, że jeśli człowiek nie wyeliminuje bodźców, które pchają go w czyny nieczyste, nie wyelimnuje także skutków. Można tu sporo podobnych przykładów dać. Np. zabawa zapałkami w suchym lesie lub obok niezbezpiecznego zbiornika z benzyną.
