Archiwum autora: ks. Jacek Fijałkowski

Balon i gwoździe

Takie krótki skojarzenie przyszło mi do głowy:

Człowiek, który ma napompowane balony nie powinien w nie rzucać gwoździami. A nawet lepiej w pobliżu balonów gwoźdźmi się nie bawić. Gwóźdź jest łatwym do rozwalenia balonem bodźcem.

Podobnie człowiek, który ma problemy z czystością (a dokładniej masturbacją) nie powinien sięgać po pornografię. Jest ona jak ten gwóźdź, który niszczy balony. Chyba nie ma takiego twardziela, który mając obecnie (albo w niedalekiej przeszłości) problemy z onanizmem, sięgając po pornografię mógłby być spokojny, że nie popełni grzesznego czynu cielesnego. A jeśli ktoś jest takim twardzielem, to zapewne ma już porządny problem z samym sobą. Bo jeśli coś, co ma za zadanie podniecać i prowadzić do nieczystości, nie podnieca, to znaczy, że oglądający pornografię człowiek ma problem z psychiką, albo jest tak bardzo niemalże nieustannie rozbudzony, że mało co go potrafi ruszyć.

Podsumowując: Chcesz zerwać z masturbacją? Przede wszystkim odetnij się od pornografii.

PS. Mam świadomość, że trochę to niezgrabnie, lub wręcz niezrozumiale, napisałem. Ale w skrócie można by powiedzieć, że jeśli człowiek nie wyeliminuje bodźców, które pchają go w czyny nieczyste, nie wyelimnuje także skutków. Można tu sporo podobnych przykładów dać. Np. zabawa zapałkami w suchym lesie lub obok niezbezpiecznego zbiornika z benzyną.

Pełna radość

Pan Jezus w trakcie Ostatniej Wieczerzy mówi, że chce, aby radość uczniów była pełna (por. J 15,11). Pojawia się jednak pytanie, jak tę radość osiągnąć. W poprzedzających wersach sam nasz Zbawiciel wyjaśnia, że chce, abyśmy byli Jego uczniami (czyli słuchali Jego nauki), wypełniali Jego przykazania i trwali w Jego miłości.

Czy to wszystko? Niekoniecznie. Czytaj dalej

Kibic

Miałem dziś coś innego napisać. Ale w poniższy sposób mogę dać się poznać z trochę innej strony. Jestem kibicem. Częściej to jest przed telewizorem, czy ekranem komputera, ale przynajmniej to. Czasami jednak chodzi mi po głowie pójście na jakiś mecz. Dawno już nie byłem. Nie jestem kibolem, ale kibicem. Który wprawdzie ma swoich ulubionych sportowoców z różnych stron świata, to jednak przede wszystkim kibicuję Polakom i polskim zespołom. To wynika z mojego patriotyzmu. Wiem, że nie wszystkim podoba się połączenie Polak-patriota-wierzący. Ale myślę, że dla człowieka, który żyje historią oraz patrzy, jak Bóg ludzi prowadzi, to takie podejście powinno być normalne.

W ostatnich dniach w miarę możliwości kibicuję polskim szczypiornistom na Mistrzostwach Europy. A dziś znalazłem w sieci pewien klip, który wprawdzie już jest obecny w internecie od dwóch tygodni, jednakże dziś wpadł w moje ręce. Zachęcam do obejrzenia. Życzę każdemu z nas takiego świadectwa wiary i patriotyzmu. A Polakom życzę – szczególnie po tym klipie – Mistrzostwa Europy, a potem i Olimpiady.

Rozmowy z radia

Umieszczam link do strony Radia Warszawa, w którym minimalnie o „naszej” Mszy św. z modlitwami o uwolnienie:

http://radiowarszawa.com.pl/2016/01/msza-swieta-o-uzdrowienie-i-uwolnienie/

A tutaj, za zgodą Radia, całość mojej rozmowy z Katarzyną Supeł-Zaboklicką:

[audio:radiowarszawa150116.mp3|titles=Rozmowa w Radiu Warszawa 15.01.2016r.]

Poczucie humoru Pana Boga

Nieraz utwierdzam się w przekonaniu, jakie piękne poczucie humoru ma Pan Bóg. Wczoraj pisałem na blogu, że być może nie powininem rozpowiadać ludziom, jakie rzeczy wokół mnie się dzieją. I nie szukać rozgłosu, by przyciągnąć więcej ludzi np. na Msze św. z modlitwami o uzdrowienie i uwolnienie. A kilka godzin później odbieram telefon. I okazuje się, że dzwoni do mnie pani z Radia Warszawa z pytaniem, czy ja na Placu Narutowicza odprawiam Msze św. z modlitwami o uzdrowienie i uwolnienienie.

Na moją twierdzącą odpowiedź zapytała się, czy mógłbym w piątek (tj. dziś) pójść do ich radia i po prostu ludzi zaprosić na tę Mszę św. Co ciekawe – godzina, którą mi pani zaproponowała dokładnie wpisuje się w mój dzisiejszy grafik. Mam pewne zajęcia do prawie 13.00 na Mokotowie. To na 13.30 w sam raz powinienem dotrzeć na Pragę. Wprawdzie mógłbym się umówić na trochę późniejszą godzinę. Ale z drugiej strony później także potrzebuję też ileś ciągłego czasu, by przygotować plan jutrzejszego nabożeństwa. A w ogóle, to jak już wychodzę dziś kilka razy, to po co kolejny raz wracać do domu i znowu kawał(ek) drogi jechać.

Oczywiście można by zapytać, skąd ta pani miała mój numer. Nie wiem. Może dziś się dowiem. Ale prawdą jest, że kiedyś już byłem na antenie tego radia. Pracuje tam też kilka osób, które mogą mój numer znać. I pojawia się też tam systematycznie ksiądz, który pracuje w naszej parafii. Kolejne pytanie, które się może nasunąć, czy nie jest tak, że ta pani czyta mojego bloga i wiedziała o moich rozterkach. Nie mogę wykluczyć, bo tego nie wiem, ile i jakich osób go czyta. Ale bardzo wątpię, by to tylko o to chodziło. Bo nie sądzę, by ktoś specjalnie w 2 godziny po moim wpisie zaplanował po ludzku przewidziane 20 minut na żywo w rozgłośni i to jeszcze o takiej godzinie, która mi najbardziej pasowała. Więc ja nie wierzę w takie przypadki. Ktoś nad tym wszystkim stoi. I chociaż my może nie wszystko wiemy i rozumiemy, to powtórzę tytuł mojego bloga: „Bóg wie, co robi”. Mam też nadzieję, że pomoże mi dotrzeć na odpowiednią godzinę.

Tak przy okazji, to ilość i częstotliwość ostatnich moich wpisów na tym blogu, a także pojawiających się komentarzy, potwierdza, że chyba coś przełomowego się ostatnio dokonało. Nie wiem, czy to już totalny przełom, czy chwilowy. Ale i tak coraz lepiej mi z tym. I chce się żyć. Dobry jest Bóg! Alleluja!