Archiwum autora: ks. Jacek Fijałkowski

Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić

Tytuł tego wpisu, to cytat z dzisiejszej Ewangelii. Pokazuje on ogromną wiarę trędowatego, a także zgodę na wolą Bożą. Chory człowiek wie, że Jezus ma moc uzdrawiania, a jednocześnie wtedy przyjdzie uzdrowienie, jeśli będzie taka wola Boga.

W dzisiejszej Ewangelii dotknęła mnie jedna rzecz. Ale zanim się tym podzielę, to zrobię pewien wstęp. Ja wierzę w Boga. Wierzę, że w Jezusie jest moc. Wierzę, że to od Jego decyzji zależy nasze uzdrowienie. Wiem też, że Jezus w Ewangelii mówi, że o cokowiek będziemy prosić Boga w imię Jezusa, to otrzymamy. Także nasz Zbawiciel mówi, że jesli będziemy otwierali się na działanie Ducha Świętego, to będziemy czynić rzeczy takie, jak Chrystus, a nawet i większe.

I teraz pytanie: dlaczego tych cudów tak mało widać? Jeśli moje wołanie do Jezusa jest podobne do wołania trędowatego. Co więcej – ogólnie raczej nie za siebie proszę, tylko za innych. Zatem to powinno być lepiej przez Boga odebrane. Jezus mówił kiedyś, że pewien człowiek głuchoniemy od urodzenia był obarczony tym cierpieniem, aby na nim objawiła się chwała Boża. Ogólnie Jezus czynił cuda, by objawić chwałę Boga. I ja, mimo wszystko, też tak chcę.

Tyle tylko, że… Czytaj dalej

Życie w obfitości

Dziś tak dosyć krótko, ale chciałbym się podzielić pewnym spostrzeżeniem. W sumie, to powinno być ono oczywiste. Szczególnie, że oparte jest na cytatach, które nieraz powtarzam. Ale w ostatnich dniach mi jakoś to wybrzmiało.

Pan Jezus mówi, że przyszedł dać swoim owcom „życie w obfitości” (albo w niektórych wydaniach Biblii „życie w pełni”) (por. J 10,10). I często się może pojawiać pytanie, dlaczego tego nie doświadczam. I tu jest odpowiedź: „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53). Trudno mieć życie w obfitości, jeśli nie będziemy mieli życia w sobie. A gdy jeszcze połączymy to ze słowami o trwaniu w miłości Chrystusa (które też jest związane z przyjmowaniem Eucharystii) (por. J 6,56 oraz J 15,4-9), to dojdziemy do tego, że nie da się mieć życia w obfitości bez systematycznego (wręcz stałego) przyjmowania Ciała Chrystusa.

Zatem zanim zaczniesz narzekać na życie i to, że nie jest takie, jak byś chciał, to zapytaj się siebie, jak często przyjmujesz Komunię św. i czy naprawdę nie da się więcej…

Kogo chcesz zabić?

Jakoś naszło mnie to tytułowe pytanie. Może ono szokować. Ale jeśli św. Paweł pisze, że „zapłatą za grzech jest śmierć”. To dla osób, które zgadzają się na grzech, a szczególnie tych, które trwają w grzechu, ważne pytanie, kto ma swoją śmiercią zapłacić za ten grzech. Czy Ty sam? Czy ten, którego obrażasz, nienawidzisz lub nie chcesz przebaczyć? Czy po prostu Pan Jezus? Oczywiście Jezus już zapłacił za każdego z nas cenę śmierci. I nikt z nas nie musi za grzechy umierać, jeśli chce z nimi zerwać. Ale szkoda, że tak wiele ludzi nic sobie z tego nie robi, że każdym grzechem przyczynia się do czyjejś śmierci.

Zatem zadam inne pytanie: „Nadal chcesz kogoś zabić, czy jednak realnie będziesz żałował za grzechy i z nimi zerwiesz?”. Mam cichą nadzieję, że tytułowe pytanie nie dotyczy większości czytelników mojego bloga, mimo tego, że nie ma wśród nas osoby bez grzechu. (No chyba, że policzymy, że Maryja lub sam Bóg czyta mojego bloga ;)). Ale wierzę, że podjąłeś decyzję powierzenia swojego życia Bogu i kroczenia Jego drogami.

PS. Sporo ostatnio dociera do mnie słów podnoszących na duchu po tym wpisie sprzed kilki dni (o przełomie). Dziękuję za to. Bo to miłe wiedzieć, że jest się ważnym dla kogoś i chociaż nie zawsze widać owoce, to jednak warto robić to, co się robi. Ale pragnę zauważyć, albo podkreślić, że ten wpis jednak sygnalizował przełom, czyli zauważenie pewnej poprawy wokół mnie. Więc skupiajmy się na tym co dobre i wychwalajmy razem Pana. Alleluja!

Zgoda

Na wstępie dziękuję za różne słowa wsparcia po moim poprzednim wpisie. Dziękuję też, że ileś ludzi odbiera ten wpis, jako potrzebny i im pomocny. Cieszę się, gdy mogę komuś pomóc. A szczególnie, gdy jest jakiś oddźwięk. Oczywiście nie szukam grona pochlebców. Ale nieraz po ludzku warto usłszeć czyjeś świadectwo, które pokazuje, że Bóg działa przez to, co robię. Wiem, że wiele rzeczy się robi takich, których owoce zobaczymy dopiero z nieba. Ale te ziemskie owoce też są ważne dla każdego z nas.

W tym wpisie (dosyć krótkim) chciałbym się podzielić pewną radością. Może to być także potwierdzenie, że być może dokonuje się wokół mnie przełom. Niniejszym informuję, że dostaliśmy już wszystkie potrzebne zgody, by starać się o założenie Szkoły Nowej Ewangelizacji. Teraz zasadniczo pozostają sprawy formalne, których część już też za nami. Zatem zapewne już niedługo oficjalnie zaistnieje Szkoła Nowej Ewangelizacji bł. ks. Jerzego Popiełuszki (bo taką nazwę zdecydowaliśmy się przyjąć po modlitwach i prośbach o Boże potwierdzenie). Jeszcze dosłownie przez chwilę robimy spóźniony nabór na pierwszy rok tej Szkoły (czyli naszej Wspólnoty). Następny nabór po wakacjach. A w międzyczasie dla tych, którzy się nie zdecydują, tylko możliwość sympatyzowania z nami. Zapraszamy do podejmowania decyzji.

Czyżby przełom?

UWAGA. Bardzo długi wpis. Jak nie masz blisko 10 minut wolnego, może lekturę odłóż na później. 😉

Początek zimy, to każdorazowo trudny czas dla mnie. Czas spowiedzi przedświątecznych oraz początek kolędy jest naprawdę niełatwy. Raz, że spowiedzi bardzo dużo, dwa, że te spowiedzi częściej wynikają z tradycji niż z wiary i jest to trochę dołujące. Kolejna sprawa, to kolęda, której jest dużo, często w pośpiechu. A do tego pod wieloma drzwiami, a nawet i w iluś mieszkaniach, czuję się jak intruz.

Czytaj dalej