Półtora tygodnia temu prowadziliśmy (wraz z moimi młodymi przyjaciółmi) kolejny kurs „Filip”. Tym razem odbiorcami byli kandydaci do bierzmowania z mojej parafii. Były to osoby, które mają po 16-17 lat. Do tego wielu z nich pojechało przymuszonych. Przyznam szczerze, że część z nich nie weszła w to wszystko. Na jednej z Mszy św., poza prowadzącymi i animatorami do Komunii św. podeszło tylko około 30 procent uczestników. Na koniec kursu ta liczba zwiększyła się do prawie połowy. Ale także mało. Wygląda na to, że część przyjechała to tylko zaliczyć, by mieć tzw. święty spokój. Bardziej zajmowali się komórkami i sobą samym, niż tym, by chcieć coś z tego wyciągnąć.
To niestety powoduje, że jest mi z tym trochę przykro. Chciałbym, by wszyscy weszli w ten kurs, spotkali kochającego Boga i dokonała się przemiana ich serc. Oczywiście, jakie będą tego owoce, tego nie wiem. Ale część osób po prostu nie zrobiła iluś kroków, do których zapraszaliśmy.
Jednakże nie chcę zatrzymywać Cię, czytelniku, na poziomie przykrego doświadczenia. Czytaj dalej
