Wspomnienia po Nawiedzeniu

W ostatnim czasie sporo się działo w parafii i w ogóle wokół mnie. Wraz z moją ekipą prowadziłem kurs Filip dla kandydatów do bierzmowania (o tym może króciutko w następnym wpisie), a także były Misje św. poprzedzające Nawiedzenie Maryi w Ikonie Jasnogórskiej.

Co mi zostanie w głowie po tych misjach i nawiedzeniu? No… niewątpliwie bardzo wymowne były tłumy ludzi na powitanie obrazu, a także i pożegnanie. Tradycyjnie, przez cały tydzień, sporo było spowiedzi. Przy samym Obrazie Matki Bożej było wiele Mszy św. Także ta nocna, w której uczestniczyło wielu księży związanych w przeszłości z naszą parafią. Ojciec Mariusz, paulin, który mówił kazanie na tej Mszy św., stwierdził, że chyba każdy z obecnych księży mógłby powiedzieć swoje świadectwo związane z Matką Bożą Częstochowską. Nie wiem, jak inni, ale ja muszę mu przyznać rację. Chciałbym się tutaj tym podzielić. Chociaż zapewne elementy tego już były na tym blogu opisywane.

Częstochowa jest dla mnie drugim domem. A dokładniej miejscem, do którego chyba najczęściej się wybieram w życiu – poza Warszawą. Pierwszy raz z rodzicami byłem na pielgrzymce autokarowej, gdy miałem około 6 lat. Ale najbardziej z Jasną Górą jestem związany od skończenia 11. roku życia. Wtedy to po raz pierwszy pielgrzymowałem pieszo do Częstochowy. Wtedy to, wraz z tatą i bratem, szedłem w grupach „15” Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej. Po trzech latach przeniosłem się jednak do Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej (wtedy jeszcze Diecezjalnej). I w tej pielgrzymce chodziłem łącznie 19 razy. Zatem wszystkich pielgrzymek, które na pieszo przeszedłem do Częstochowy, uzbierało się 22.

Pamiętam szczególnie pielgrzymkę z 1991 roku, gdy ogromne rzesze młodych ludzi z całego świata pielgrzymowały na Światowe Dni Młodzieży. Jednakże ta pielgrzymka była dla mnie strasznie nie udana. Z powodu problemów z nogami przeszedłem tylko ponad jeden dzień na początku i dzień ostatni. Aczkolwiek tę pielgrzymkę też liczę jako odbytą.

Przykład tamtej pielgrzymki potwierdzał mi tezę, która wielokrotnie się potwierdziła. Mianowicie w te lata, gdy przed pielgrzymką byłem przekonany, że mam tyle siły, że będzie się szło wyśmienicie, miałem największe problemy. Z drugiej strony, gdy bałem się o swoją kondycję i siły, pielgrzymka wyszła najpiękniej i w sumie najmniej problemowo. To niewątpliwie pokazuje ważną prawdę. Pielgrzymka, to nie obóz wędrowny. I to nie o nas tam przede wszystkim chodzi. To Maryja zaprasza nas, byśmy szli do Niej, a przez Nią do Jej Syna i Boga. I to On nas prowadzi. I uczy prawdy, że „moc w słabości się doskonali”.

Złapanie bakcyla pielgrzymowania powoduje to, że po jednej pielgrzymce człowiek planował następną i następną. Dopiero przerwanie chodzenia powodowało to, że sporo łatwiej było znaleźć usprawiedliwienie, by już nie wrócić.

W pielgrzymkach chodziłem w różnych funkcjach. A to zwyczajny pielgrzym, a to przewodnik trasy całej pielgrzymki, a to kleryk, a to ksiądz, jako jeden z kilku, w grupie, a to przewodnik grupy. Najważniejsze pielgrzymki dla mnie były na kilka lat przed wstąpieniem do Seminarium. Wtedy to (chyba przez 6 lat) chodziłem do Częstochowy w intencji rozeznania powołania. Miałem wszak duże opory w odnalezieniu Woli Bożej i pójściu drogą powołania. W Częstochowie, w nocy z 14 na 15 sierpnia 1997 roku, w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej, podjąłem decyzję wstąpienia do Seminarium.

Później wielokrotnie wracałem do Częstochowy i do tamtego momentu. 3 czerwca 2003, wraz z księżmi – kolegami razem ze mną wyświęconymi, odprawialiśmy w tej samej Kaplicy jedną z Mszy prymicyjnych. A mi przyszło przewodniczyć całej koncelebrze.

Mam świadomość, że chyba nikt inny (poza samym Bogiem), nie miał tak wielkiego wpływu na moje kapłaństwo, jak Maryja z Jasnej Góry. Wielokrotnie tam jeżdżę, przynajmniej 4-6 razy w roku. A były takie okresy, że potrafiłem co miesiąc jeździć. Tam szukam siły, tam proszę o dalsze błogosławieństwo na moją dalszą posługę kapłańską. Nieraz mówię w taki mniej więcej sposób: „Matko Boża, to przy Tobie podjąłem decyzję o kapłaństwie, więc teraz Ty się o mnie troszcz i utwierdzaj”.

Nie mam wątpliwości, że Maryja mnie prowadzi. Tylko mam świadomość, że chociaż niewątpliwie Jezus dał mi Maryję za matkę, to jestem chyba zbyt wyrodnym synem. I za mało we mnie wdzięczności i z Nią współpracy. Ale, daj Boże, może się to niebawem zmieni.

Życzę Tobie, drogi czytelniku, doświadczenia macierzyństwa Maryi i zachęcam, by u Jej stóp, na Jasnej Górze, szukać wsparcia oraz odnajdywania Woli Bożej. Ja z Częstochowy nigdy nie wracam zawiedziony. I wierzę głęboko, że i Ty nie będziesz żałował.

PS. Dziś miałem się też wybrać do Częstochowy. Ale chyba jakieś choróbsko się zaczyna przyczepiać. Może w następny dzień wolny pojadę.

Jeden komentarz do “Wspomnienia po Nawiedzeniu

  1. Dominika

    Też bym chciała mieć taką więź z Maryją…
    Byłam kilka razy na pieszych pielgrzymkach do Częstochowy, niesamowity czas, parę innych razy również, ale nie umiem wejść w relacje z Maryją. Wiem, ze mi pomaga. Bo za jej wstawiennictwem otrzymałam różne łaski. I w zeszłym roku tak bardzo konkretnie. Pare miesięcy zmagalam się z niewyjasnionym bólem. Różne wizyty u lekarzy, badania. Nic. I pewnej soboty byłam na Jasnej Górze. Modlilam się w tej intencji. Nastepnego dnia trafilam do szpitala. I zupelnie przez pomylke lekarza przyjeli mnie na oddzial. Bo źle odczytał usg. Niby przypadek, a ja wiem, ze tak widocznie miało być. Zrobili dokladne badania. I robiac laparoskopie wykryli guza, o którym wcześniej nie miałam pojęcia, bo na żadnym usg nie był widoczny. Dla mnie konkret.
    A teraz w sobotę na Mszy zlapalam sie na tym, ze w sumie to Jej nawet nie podziekowalam. Tak latwo prosic, a lapie sie na tym, ze pojsc podziekowac to juz zapominam. I teraz podczas nawiedzenia w parafii, moglam to nadrobic i jeszcze bardziej zapragnęłam zgłębić te relacje. Chciałabym doświadczyć takiego prawdziwego macierzyństwa Maryi. Być tak blisko z Nią.
    Cieszę się, ze mogłam uczestniczyć w tym pieknym czasie Nawiedzenia. Bo rzeczywiście na przyjęciu obrazu tłumy. Widać było radość u ludzi, takie wyczekiwania, tęsknotę. I dla mnie bylo to mocne przeżycie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.