Pomiędzy Kursami

Półtora tygodnia temu prowadziliśmy (wraz z moimi młodymi przyjaciółmi) kolejny kurs „Filip”. Tym razem odbiorcami byli kandydaci do bierzmowania z mojej parafii. Były to osoby, które mają po 16-17 lat. Do tego wielu z nich pojechało przymuszonych. Przyznam szczerze, że część z nich nie weszła w to wszystko. Na jednej z Mszy św., poza prowadzącymi i animatorami do Komunii św. podeszło tylko około 30 procent uczestników. Na koniec kursu ta liczba zwiększyła się do prawie połowy. Ale także mało. Wygląda na to, że część przyjechała to tylko zaliczyć, by mieć tzw. święty spokój. Bardziej zajmowali się komórkami i sobą samym, niż tym, by chcieć coś z tego wyciągnąć.

To niestety powoduje, że jest mi z tym trochę przykro. Chciałbym, by wszyscy weszli w ten kurs, spotkali kochającego Boga i dokonała się przemiana ich serc. Oczywiście, jakie będą tego owoce, tego nie wiem. Ale część osób po prostu nie zrobiła iluś kroków, do których zapraszaliśmy.

Jednakże nie chcę zatrzymywać Cię, czytelniku, na poziomie przykrego doświadczenia. Bo mimo tego, że ileś osób kiepsko do tego podeszła, to wiem, że jedna sporo osób bardzo to przeżyła. I chociaż w tej sytuacji dopiero po owocach można będzie określić, co ten kurs im dał, to jednak już pierwsze ich reakcje i świadectwa napawają optymizmem. Prosiliśmy, by przed wyjazdem napisali, co im dał ten kurs. Poniżej zacytuję jedno z tych świadectw:

„Zmieniłam się, zostało tylko to samo ciało. Przestałam się bać. Wszystko co oczekiwałam, spełniło się. A nawet więcej, bo ja jestem kochana i ważna dla Boga, więc czego się bać, jak On prowadzi moim życiem. Ten, kto mnie kocha, ten nigdy nie skrzywdzi mnie i nie pozwoli innym, by mnie skrzywdzili. Siedzę Bogu Ojcu na kolanach i ufam Mu bezgranicznie. Bóg jest moim Panem!”

Prawda, że piękne?

Dla tego świadectwa oraz kilku podobnie ładnych warto robić takie kursy. Nikt nie obiecał, że ma być łatwo i da się zewangelizować wszystkich ludzi. Wszak Jezus zawsze daje wolność. Ale, tak jak w Ewangelii: „większa jest radość z jednego grzesznika, który się nawraca niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych”. Tak i tu trzeba się cieszyć z przynajmniej jednej osoby. A mimo wszystko tych osób było więcej. Kilka osób z uczestników „Filipa” zgłosiło się do niesienia Obrazu Matki Bożej. A jestem przekonany (potwierdza to także opiekun tych „bierzmantów”), że zapewne przed kursem by tego nie zrobili.

Trzeba się z tego cieszyć i chwalić Pana.

Przede mną (w najbliższy weekend) kolejny kurs „Filip”. Tym razem głównie dla studentów prawa UW. Chociaż chyba nie tylko. Wiem, że są jakieś trudności i opory niektórych ludzi. Ale, paradoksalnie, może to dobry znak. Proszę Cię, czytelniku, o modlitwie w tej sprawie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.