Idźcie i odpocznijcie nieco

Ja, jak w tytule. Rozpocząłem wakacje. Na razie to pewne rekolekcje. Ale trochę przerwy od codziennego życia. Pewno też przełoży się na to, sporo mniej kontaktu będzie z moim blogiem i moderacją komentarzy.

Tak przy okazji, to wczoraj bylem w kinie na filmie o emocjach. Nie pamiętam dokładnie tytułu. Coś w stylu „masz to w głowie”. Nie będę się wypowiadał na temat, na ile warto zobaczyć. Ale o tyle to ciekawe, że wprawdzie wybór filmu był niezależny od wpisu na blogu, to jednak o podobnych kwestiach opowiadał.

No nic. Kończę. Życzę dobrego czasu.

„Psycholog? Tylko nie to.” A może jednak…

Czym dłużej posługuję jako egzorcysta, tym wyraźniej wielokrotnie widzę potrzebę pomocy ludziom zgłaszającym się do mnie nie tylko w sferze duchowej. Ale także psychologicznej. I dlatego czasami sugeruję potrzebę skorzystania z takiej pomocy. I wtedy ileś razy słyszę taką wypowiedź, jak cytat w tytule tego wpisu. Często to jest wręcz połączone ze łzami w oczach, czy wyraźnym szlochem.

Skąd ten żal? Chyba z niezrozumienia sprawy. Przyznam szczerze, że jeszcze stosunkowo niedawno byłem mocno sceptyczny w sprawie psychologów. Chyba za bardzo nazwa psycholog kojarzy się z nazwą psychiatra. I w takim rozumieniu wielu ludzi (a kiedyś i ja) odbiera wysłanie do psychologa, jako uznanie człowieka jako psychicznie chorego. A to zupełnie nie chodzi o to. A przynajmniej nie często.

Po co w takim razie psycholog? A dokładniej psychoterapeuta? Czytaj dalej

Modlitwa

Ja: Panie, pomóż mi zrobić X i Y… A jak to zrobisz, to ja wtedy zrobię Z…

On: A może po prostu zrób to Z, a nie czekaj tylko na mnie…

Ja: Przecież to Ty chcesz, abym zrobił Z, bo wtedy będzie się wypełniała Twoja wola. Więc zrób dla mnie X i Y.

On: Dlaczego na mnie zrzucasz odpowiedzialność? Komu ma na tym zależeć bardziej?

Ja: Szczerze? Tobie… Przecież ja chcę pełnić Twoje dzieło. A Ty sporo bardziej pragniesz mojego szczęście oraz wypełnienia Z niż ja.

On: Owszem, zależy mi… I to bardzo. W sumie, to nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mi zależy. Ale jeśli Ty nie zrobisz tego, co do Ciebie należy, to ja nie będę mógł działać. Te słowa nie dotyczą tylko Ciebie. Wiesz jak ja bardzo pragnę dać życie wieczne każdemu człowiekowi? I, co więcej – już wszystko, co potrzeba zrobiłem. A gdyby była potrzeba, to bym zrobił jeszcze więcej. Ale na siłę nie mogę tego zbawienia nikomu dać. Znasz przecież słowa: Stoję u drzwi i kołaczę… Ale to Ty otwórz. Ty zrób to, co możesz i ile możesz…

Ja: Przekonałeś mnie… Pozwól jednak, że zanim zrobię to Z, nie czekając na Twoje X i Y, to opiszę to na blogu. Niech i inni sobie uświadomią, że mimo tego, iż sporo bardziej od nas chcesz dobra i naszego szczęścia, to jednak nie możesz wyręczyć nas z tego, co do nas należy.

On: Pisz i zrób to Z. A ja potem, we właściwym czasie, zrobię te X i Y.

Grzech a dziura w kole

Takie porównanie przyszło mi dziś do głowy:

W trakcie jazdy samochodem może się zdarzyć, że „złapiemy gumę”. Mimo tego, że mało to fajna sprawa, to jednak rzeczywiście może się przytrafić. Pytanie retoryczne: co robimy, gdy zorientujemy, że mamy taki problem? Od razu wymieniamy koło bądź wzywamy jakąś pomoc drogową? Czy też jeździmy jeszcze przez miesiąc, z myślą, że kiedyś i tak będziemy musieli pojechać na badania techniczne i wtedy naprawimy koło? Odpowiedź wydaje się być oczywista.

A teraz spróbuj przełożyć to powyższe opowiadanie na kwestię grzechu człowieka. Grzech (nawet ciężki), mimo tego, że dla chrześcijanina to mało fajna sprawa, to jednak może się przytrafić. I teraz znowu pytanie: Czy od razu robisz z tym porządek, idąc szybko do spowiedzi, czy też trwasz w grzechu przez miesiąc, albo wręcz czekając na jakąś świąteczną spowiedź?

A teraz wniosek w formie kolejnego pytania, niekoniecznie już retorycznego: Co jest dla Ciebie ważniejsze? Sprawny samochód, czy życie wieczne?

Choroba jak góra

Jedną z systematycznych rzeczy, które czynię w mojej obecnej parafii, oczywiście poza typową pracą duszpasterską wikariusza, jest odprawianie Mszy św. połączonych z modlitwami o uzdrowienie i uwolnienie. Myślę, że Pan Bóg chce, bym to robił, szczególnie, że byłem uczestnikiem iluś uzdrowień i uwolnień podczas moich modlitw. Ale prawda jest taka, że ja ogólnie rzecz biorąc stale się uczę. Może powinienem pojeździć na jakieś „kursy dla charyzmatyków”, które pokazują, jak uzdrawiać. Nie wiem, czy coś takiego jest. Nieraz coś czytam, gdzieś coś widzę u innych. Bo chociaż domyślam się, że powinienem to robić, to nie wiem jak. Jednocześnie mam świadomość, że moje działanie nie powinno być tylko jakimś naśladownictwem. Każdy z nas inny. Każdy ma swoją drogę do Boga i osobistą relację z Nim. Także zapewne mamy inne podejście do modlitwy.

Kilka razy widziałem – czy to w internecie, czy chyba i na żywo (chociaż nie pamiętam, czy widziałem, czy tylko słyszałem), jak ludzie modlący się o uzdrowienie zwracali się do choroby i w imię Jezusa nakazywali jej odejść. Dla mnie było to jakieś dziwne. Ogólnie nie stosuję takich metod, chociaż czasami pomiędzy zdaniami może podobne sformułowanie paść z moich ust. Ja rozumiem, że jako ksiądz i egzorcysta, mogę kazać złemu duchowi odejść. Przecież demony – upadłe anioły – to osoby i rozumieją to, co się do nich mówi. Oczywiście to, że rozumieją, wcale nie oznacza, że z chęcią wypełniają moje polecenia i rozkazy. Ale żeby zwracać się do choroby??? Dla mnie to zawsze wyglądało jak kpina. Ale kto wie, czy nie do czasu…

Czytaj dalej