Jedną z systematycznych rzeczy, które czynię w mojej obecnej parafii, oczywiście poza typową pracą duszpasterską wikariusza, jest odprawianie Mszy św. połączonych z modlitwami o uzdrowienie i uwolnienie. Myślę, że Pan Bóg chce, bym to robił, szczególnie, że byłem uczestnikiem iluś uzdrowień i uwolnień podczas moich modlitw. Ale prawda jest taka, że ja ogólnie rzecz biorąc stale się uczę. Może powinienem pojeździć na jakieś „kursy dla charyzmatyków”, które pokazują, jak uzdrawiać. Nie wiem, czy coś takiego jest. Nieraz coś czytam, gdzieś coś widzę u innych. Bo chociaż domyślam się, że powinienem to robić, to nie wiem jak. Jednocześnie mam świadomość, że moje działanie nie powinno być tylko jakimś naśladownictwem. Każdy z nas inny. Każdy ma swoją drogę do Boga i osobistą relację z Nim. Także zapewne mamy inne podejście do modlitwy.
Kilka razy widziałem – czy to w internecie, czy chyba i na żywo (chociaż nie pamiętam, czy widziałem, czy tylko słyszałem), jak ludzie modlący się o uzdrowienie zwracali się do choroby i w imię Jezusa nakazywali jej odejść. Dla mnie było to jakieś dziwne. Ogólnie nie stosuję takich metod, chociaż czasami pomiędzy zdaniami może podobne sformułowanie paść z moich ust. Ja rozumiem, że jako ksiądz i egzorcysta, mogę kazać złemu duchowi odejść. Przecież demony – upadłe anioły – to osoby i rozumieją to, co się do nich mówi. Oczywiście to, że rozumieją, wcale nie oznacza, że z chęcią wypełniają moje polecenia i rozkazy. Ale żeby zwracać się do choroby??? Dla mnie to zawsze wyglądało jak kpina. Ale kto wie, czy nie do czasu…
Kilka dni temu trafiła w moje ręce pewna książka dotycząca kwestii uzdrawiania. Została napisana przez kilku niemieckojęzycznych chrześcijan nieokreślonego wyznania. Domyślam się, że przez jakichś protestantów. Nie ma ona imprimatur żadnego ordynariusza. Dlatego też pani w kiosku parafialnym chciała się upewnić, czy można taką książkę sprzedawać. Nie miałem za dużo czasu na refleksję. Przejrzałem zatem dokładnie tę książkę, pewne części zdołałem przeczytać. I ogólnie uznałem książkę za możliwą do rozprowadzania w sklepiku na terenie parafii. W książce tej jest ileś informacji ogólnie o uzdrawianiu za czasów Jezusa i ogólnie w Kościele. Mowa też jest, jak sobie radzić w przypadku różnych chorób, ale jest także podejście dotyczące właśnie zwracania się do chorób. Jak i dlaczego?
Otóż autorzy najwyraźniej odnoszą się do zdania Jezusa, który mówił, że gdybyśmy mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, to powiedzielibyśmy górze, a ona by się przesunęła. Zawsze traktowałem te zdania jako pewien symbol. Kto i dlaczego miałby kazać górze się przesuwać? Raczej w tym zdaniu skupiałem się na kwestii wiary. Ale autorzy wspomnianej przeze mnie książki, a zapewne i wielu podobnych charyzmatyków, porównują chorobę do takiej wielkiej góry. I tak jak Jezus mimo wszystko, przynajmniej w pewnym sensie, dopuszcza rozkazywanie górze, która nie jest osobą i sama z siebie nie rozumie, tak wygląda na to, że można kazać chorobie się przesunąć, czy po prostu odejść.
Trochę to dla mnie zaskakujące. Ale rzeczywiście w nawiązaniu do tego stwierdzenia Jezusa, ma to wszystko sens. Tylko pojawia się pewne „ale”. W tym wszystkim potrzeba wiary. Wiary, że jak będzie się mówiło do choroby, która sama z siebie nie rozumie, to ona rzeczywiście może odejść. Widziałem kiedyś filmik w internecie, w którym jacyś modlący się nad człowiekiem z jedną krótszą nogą, wielokrotnie nakazywali tej nodze, by się wydłużyła. Nie wiem, na ile ten film był prawdziwy (wszystko można przedstawić i zmontować, by wyglądało fajnie, ale nie musi być prawdą), ale noga rzeczywiście się wyciągnęła i zrównała długością z tą drugą. Na obecną chwilę trudno mi chyba o taką pełną wiarę. Ale może po prostu trzeba się modlić i spróbować. Być może Bóg pomoże mi doświadczyć takiego cudu, by jednak łatwiej się w taki sposób modlić, wierząc, że to może działać.
Jest jeszcze jedna sprawa. I to bardzo istotna. Czy rozkazywanie nodze, by się wydłużyła, albo chorobie, by odeszła, jest modlitwą? Przecież modlitwa, to rozmowa z Bogiem, a nie z nogą, czy chorobą. Ja chyba właśnie tak do tego podchodzę i proszę Boga, by sam uzdrowił, a nawet uwolnił od złego ducha. Kim ja jestem, by sam swoimi rozkazami pokonać szatana, czy chorobę? A może to nadal brak wiary. Bo pamiętajmy, że w cudach chodzi przede wszystkim o chwałę Boga. I jakiekolwiek uzdrowienia i uwolnienia mają być na chwałę Boga. I o ile samo rozkazywanie nodze, czy chorobie trudno byłoby nazwać modlitwą, to jeśli to wszystko jest otoczone wielkim uwielbianiem Boga, a ostatecznie cud poprzez świadectwo jest ukazaniem ludziom tejże wielkiej chwały i mocy, to już na pewno mamy do czynienia z modlitwą. Zatem nie bójmy się modlić. Nie bójmy się nawet rozkazywać w imię Jezusa (wszak On sam obiecał skuteczność takiego działania), ale przede wszystkim wielbijmy Boga wypraszając Ducha Świętego i łaskę wiary dla każdego z nas.

Byłabym ostrożna z publikacjami protestantów… Wiele denominacji jest zwiedzionych. Wystarczy popatrzeć na filmiki zielonoświątkowców zamieszczone w internecie – turlają się ze śmiechu, chodzą jak psy na smyczy i trzymają węże w rękach, a przecież powołują się na dary Ducha Świętego i Słowa: „Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby, co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić” (Mk 16,17-18). Diabeł też zna Pismo Święte… Kiedyś pogłębiałam temat zwiedzionych ruchów protestanckich i wiele wskazuje na to, że uzdrawiają mocą przypisywaną w hinduizmie bogini kundalini. Jest wiele podobieństw w reakcjach ludzi, w których „budzi się” kundalini oraz którzy są uzdrawiani czy uwalniani przez domniemanych charyzmatyków. Można poczytać o „przebudzeniach” typu Bronsville, Toronto Blessing w: Andrew Strom “Duch kundalini w kościele Chrystusa”.
Owszem… Trzeba ileś uważać. Dlatego dobrze, że pani w kiosku nie od razu wystawiła do sprzedaży. Ci ludzie (w tym kilku lekarzy) mocno powołują się na Pismo Św. i ich argumenty wyglądają bardzo słusznie. Wydawnictwo tej książki też dosyć roztropnie podchodzące do tego, co wydają. Nie można także zapominać, że mamy jednego Pana i wiele rzeczy nas łączy.
Wiem, że trzeba w pierwszej kolejności dostrzegać to, co nas łączy z innymi wyznaniami, a nie to, co dzieli. Niemniej jednak mam takie wrażenie, że my – katolicy częściej dążymy do jedności, podczas gdy protestanci przeważnie podważają nasze dogmaty i krytykują księży oraz Papieża. Nie spotkałam się do tej pory z „tolerancyjnym” protestantem. Najgorsze jest to, że mącą w głowach katolikom, z którymi np. pracują. W pracy mojego męża można się spotkać z takim zjawiskiem, że po rozmowach w duchu ekumenizmu, wiele osób nagle zastanawia się, po co jest kult Maryi w Kościele Katolickim, dlaczego Papież ma być nieomylny, dlaczego mamy świętych, skoro jedynym Pośrednikiem jest Pan Jezus itp. Zastanawiające…
Paradoksalnie, ale pierwsze ruchy ekumeniczne wyszły ze strony kościołów protestanckich. Nie jest istotą tych ruchów, byśmy wszystko mieli takie same, lecz byśmy umieli mimo różnic być jednością. Inna rzecz, że rzeczywiście trzeba uważać. Nie każdy protestant ma rację, podobnie, jak nie każdy katolik na rację. Ale nie można powiedzieć, że wszystko, co protestanckie jest złe. Jeśli chodzi o wspomnianą przeze mnie książkę, to coś, co może być nie do końca jasne, to kwestia zerwania z grzechem. Protestanci po prostu nie mówią o potrzebie spowiedzi. I tego w książce chyba nie ma. Ale da katolika chyba powinno być jasne, że do pełnego zerwania z grzechem potrzeba pojednania z Bogiem i Kościołem w sakramencie pokuty i pojednania. Innych aspektów różniących nasze Kościoły nie widziałem. A modlitwy rozkazywania chorobie widziałem w katolickich wspólnotach charyzmatycznych. Więc to niewielka różnica, kto o tym pisał.
W moim przypadku, paradoksalnie choroba łączy się z czymś dobrym…ze zmianami!!!
Bł.Piotr Jerzy Frassati patron studentów i ludzi gór,to a propos „Choroba jak góra” 🙂
pisał:”Wiara jaką na chrzcie otrzymałem szepcze do mnie spokojnym głosem:własnymi siłami niczego nie dokonasz, ale jeśli Bóg będzie ośrodkiem każdego twego działania to wytrwasz i dojdziesz do celu”
Ostatnio jestem pod ogromnym wrażeniem Lednicy i tak bardzo bardzo żałuję, że urodziłam się dużo za wcześnie…Pozdrawiam serdecznie.
Ufam, że Ksiądz podjął dobrą decyzję odnośnie książki. Księdza prowadzi przecież Duch Święty. Moje uwagi na temat protestantów mają bardzo emocjonalne podłoże, gdyż miałam niemiłe doświadczenia z werbowaniem katolików. Może ekumenizm ładnie wygląda na oficjalnych spotkaniach, lecz na poziomie zwykłych wyznawców Chrystusa wygląda to nieco inaczej. Najbardziej boli mnie krytyka pod adresem Kościoła Katolickiego oraz to, co nazwałabym raczej „antyekumenizmem”. I nie jest to tylko problem racji jednostek – to jest problem dotyczący całych ruchów chrześcijańskich, co daje się to zaobserwować również w internecie. Rozumiem, że ja mogłam spotkać takich czy innych protestantów lub ich zwolenników, ale moje obawy potwierdzają np. strony internetowe zborów. Poza tym są ruchy jak np. Ruch Nowego Życia, który tak szczytnie określa swoją misję: „Ruch Nowego Życia stwarza możliwość wspólnej pracy misyjnej członkom różnych Kościołów chrześcijańskich. Ruch nie jest Kościołem, lecz organizacją, która chce pomagać istniejącym Kościołom w prowadzeniu ewangelizacji oraz budowaniu w wierze osób pozyskanych dla Chrystusa. W swojej służbie stara się koncentrować na tym, co łączy wszystkich chrześcijan, a więc na Osobie Jezusa Chrystusa, Jego ofierze na krzyżu za grzechy całego świata, oraz na Piśmie Świętym.” Niestety znam osobę z tego ruchu, która aktywnie zraża katolików do ich wyznania i wpaja im nauki protestanckie… To nie łączy – to dzieli. I mnie osobiście bardzo oddzieliło od myśli ekumenicznej. Może właśnie dlatego reaguję alergicznie na publikacje protestanckie.
Nie znam się natomiast na „uzdrawianiu”. Wierzę, że w katolickich ruchach charyzmatycznych posłusznych Kościołowi uzdrawia Pan Jezus. A czy człowiek powinien rozkazywać chorobie, czy też poprosić Jezusa o uzdrowienie, to już pozostaje kwestią do rozeznania. Może Księdzu egzorcyście bardziej wypada tak robić niż jakiemukolwiek charyzmatykowi…
Ja zdaję sobie sprawę, że jest ileś ludzi, którzy źle gadają na inne Kościoły. I pewno długo będzie jeszcze w taki sposób. Tak swoją drogą, to zauważ, że w pewnym sensie, Ty podobnie w tej chwili czynisz o innych Kościołach. Nie sztuka znaleźć w drugim człowieku, czy innym wyznaniu wady. Sztuką jest znaleźć to, co dobre. I na tym budować dobre relacje. Tak w domu, wśród znajomych i różnych chrześcijan. Nie wiem, jak to będzie z moim rozkazywaniem chorobom. Ale może to jeszcze przemyślę i może spróbuję kiedyś.
„Szukajcie, a znajdziecie…”wiedziałam, że gdzieś jest perełka w Księdza wypowiedziach tylko jakoś mi umknęła:” Nie sztuka znaleźć w drugim człowieku, czy innym wyznaniu wady. Sztuką jest znaleźć to, co dobre. I na tym budować dobre relacje”. No właśnie…moja przyjaciółka opowiadała mi o swojej pielgrzymce do Ziemi Świętej. Jak wiadomo Pan Jezus Wniebowstąpił z Góry Oliwnej. Do dzisiaj jest tam skała z odbiciem stopy (prawej) Pana Jezusa. Skałę z odbiciem lewej stopy zabrali wyznawcy Mahometa, ponieważ uważają Jezusa za proroka i czczą Go. Byłam oburzona, nie mieściło mi się to w głowie!!!.jak to zabrali, myślałam…Niestety mądrość ludzka jest głupotą w oczach Boga, bo przecież Chrystus wykupił na krzyżu każdego człowieka niewierzącego i wierzącego. Wszyscy jesteśmy Jego własnością i nie nam oceniać innych…
Może to źle pojęta przeze mnie apologetyka, ale zawsze i wszędzie chciałabym stawać w obronie wiary katolickiej. Nie mam nic przeciwko ludziom, którzy urodzili się w rodzinach o innym wyznaniu niż moje i w nim wyrastali. Piękne są przykłady wspólnot protestanckich w USA. Ale jak mam chwalić polskie zbory, do których zazwyczaj przychodzą zbuntowani katolicy? Jak mogę widzieć dobro w tym, że katolik przestał widzieć Jezusa na Mszy św., którą uważa tylko za rytuał, a niby nagle odnalazł Jezusa na spotkaniach baptystów? Czy mogę pochwalać to, że ktoś poszedł na łatwiznę i zmienił wyznanie tylko po to, by ponownie wziąć ślub w kościele i założyć białą suknię albo by się nie spowiadać przed księdzem, w którym nie widzi Chrystusa? Z trudem o tym myślę.
OK. Ja to rozumiem. Pamiętajmy, że Bóg działa przez posłuszeństwo. Jezus mówi: „kto was słucha, mnie słucha, kto wami gardzi, mną gardzi”. Dodatkowo Jezus mówił, że cokolwiek Piotr zwiąże na ziemi, będzie związane w niebie, to znaczy, że nasz Pan mocno się podpisuje pod tym, co jest oficjalnym ustaleniem w Kościele rzymskokatolickim. Jeśli ktoś nie chce słuchać Kościoła katolickiego, nie chce być posłuszny i dlatego ucieka do innego zboru, to pytanie, jak z jego uczniostwem Chrystusa. Gdzie w nim posłuszeństwo i gdzie w nim przebaczenie? A w takim razie, gdzie jest miłość? Jeśli ktoś miałby nas pouczać, a sam miałby problem sporo większy, to nie wiem, czy to dobre podejście. Przypomina mi się Ewangelia o drzazdze i belce w oku. Potrzeba stawania w prawdzie i miłości. Jak ktoś tego nie chce szukać, to trzeba dużo roztropności, by takiego człowieka słuchać. I w takim znaczeniu się z Tobą zgadzam. Jednocześnie nie można tak powiedzieć o wszystkich protestantach.
Dziękuję za powyższą odpowiedź. Nawet odzyskałam po niej pokój serca 🙂
Jeszcze o chorobie…
Leżąc w szpitalu po diagnostyce chronicznej choroby byłam w szoku!!!Chciało mi się wyć, krzyczeć!!!Byłam pełna gniewu, agresji i niekończących się pytań typu dlaczego ja?…W pewnym momencie do mojej sali wszedł kolejny „biały fartuch”. Miałam dość i schowałam się pod koc. Jednak „biały fartuch” nie odchodził. Okazało się że w przypadku chorób chronicznych przysługuje wsparcie terapeutyczne tzw. oswojenie się z chorobą. No i zaczęło się…kolejne pytania o reakcje i emocje, i nagle pytanie: rozmawiałaś już ze swoją chorobą? a może chcesz napisać testament na pożegnanie swojej choroby? Dostałam ataku niekontrolowanego ataku śmiechu, a przede mną siedział terapeuta z kamienną twarzą, który stwierdził, że moja reakcja jest absolutnie normalna….więc jeżeli lekarze terapeuci stosują takie metody….to w imię JEZUSA CHRYSTUSA tym bardziej to ma sens !!!