Archiwum kategorii: Bez kategorii

Szaleństwo dla szaleństwa

Taka krótka myśl…

Chcesz doświadczyć szalonej miłości Boga? Bądź szaleńcem w otwartości na Jego działanie.

Boga miłość jest szalona – bo jak inaczej określić poświęcenie życia swojego Jednorodzonego Syna z powodu miłości? Ale Bóg się z tą miłością nie narzuca. On mówi: „Oto stoję u drzwi i kołaczę, jeśli kto usłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Ap 3,2). Czyli chce wejść do naszego życia z tą swoją szaloną miłością, ale to my musimy otworzyć. Czym więcej otworzymy, tym więcej On wejdzie. Jeśli chcemy, by On przyszedł do nas z pełnią tej szalonej Miłości, musimy otworzyć się wręcz do szaleństwa: być tak radykalnym, gotowym na poświęcenie i głoszenie Dobrej Nowiny na Chwałę Boga, jak tylko możliwe – do takiego stopnia, by inni mogli określić, że chyba oszaleliśmy.

Bądźmy Bożymi szaleńcami, a doświadczymy szalonej Bożej miłości, która jeszcze w tym szaleństwie nas umocni.

Nareszcie

Uff… Można stwierdzić „nareszcie”. Słowo to oznacza radość z zakończenia czegoś. Co się skończyło? Święta – to na pewno. Także ogromna ilość spowiedzi przedświątecznych. To niewątpliwie ulga. Za chwilę zaczniemy wizytę duszpasterską – i to nie jest powód do ulgi. Ale na razie o tym nie myślę. Inna rzecz, że chyba od dziesięciu lat nie miałem takiej sytuacji, by 28 grudnia nie być po chociażby jednym dniu chodzenia po kolędzie w sezonie. Więc poniekąd też ulga.

Moje „Nareszcie” jednak dotyczy czego innego. Wreszcie udało mi się wyprowadzić na prostą sprawę mojego komputera. Coś tam jeszcze jest do poprawki. Ale już prawie wszystko działa, co powinno.

Ktoś mógłby zapytać, dlaczego tutaj o tym piszę. Czytaj dalej

Antykoncepcja a małżeństwo

Ten post miał się pojawić na moim blogu już dawno. Nie pamiętam dokładnie, czy to miało być rok temu, czy dwa. Na pewno był związany z przerabianiem tematu małżeństwa w klasie maturalnej na religii. Teraz znowu do tego tematu się zbliżam. A jednocześnie nieraz podobne sprawy wychodzą w konfesjonale.

Ileś ludzi nie widzi problemu w stosowaniu antykoncepcji. Wydawać by się mogło, że przecież człowiek, gdy jest wierny swojej żonie/mężowi, to nie powinien mieć problemu z tym, czy korzysta z antykoncepcji. Jakże często argumentem padającym w rozmowie o antykoncepcji jest stwierdzenie, że lepiej mieć mniej dzieci (więc używać antykoncepcji), niż wychowywać je w biedzie, czy w ogóle porzucić.

Gdyby tego nawiasu nie było, to może ileś racji by w tym było. Ale nawet gdyby, to w kościele nie obowiązuje zasada, że cel uświęca środki. Jeśli coś ma być dobre, to musi być dobre nie tylko w celu, ale także w sposobie jego osiągnięcia. Innymi słowy – musi być dobre w każdym szczególe.

Jakie zatem można znaleźć argumenty przeciwko antykoncepcji?

Czytaj dalej

But Kopciuszka a życiowe powołanie

Gdy rozmawiam z różnymi, szczególnie młodymi, osobami o życiu i o przyszłości, nieraz pojawia się wątek powołania. Oczywiście częściej dotyczy to osób, które nie są w żadnym związku. Niewątpliwie jeśli osoba ma przy boku drugą osobę i czuje się w tym szczęśliwa i spełniona, to nie ma co się dziwić, że w tym momencie nie szuka odpowiedzi, czy może Bogu o co innego chodzi.

Wśród pozostałych osób pojawia się różne podejście. Są tacy, którzy są mocno przekonani, że mają być księżmi, czy siostrami zakonnymi. Powiem szczerze, że jak ktoś jest zbyt pewny siebie, że ma taką drogą iść, to zapala mi się ostrzegawcza lampka. Ale są także i takie osoby, które z jednej strony szukają odpowiedzi o przyszłość, ale stwierdzają kategorycznie, że to nie ich droga. I też nieraz zapala mi się ta przysłowiowa lampka. Myślę, że nie ma osoby, która w takiej materii może być 100% pewna. Pamiętajmy, że jest ktoś taki, jak szatan, który będzie człowiekowi różne rzeczy wmawiał, kłamał, manipulował itp., by człowiek pomylił drogę, a przez to odszedł od Stworzyciela, albo narobił wiele zła w obranej drodze.

W rozważaniu kwestii powołania są też różne podejścia. Czytaj dalej

Grzechy „na jeden rachunek”, a wolna wola

Nieraz zdarza się, że ludzie po popełnieniu grzechu nie od razu wracają do spowiedzi. Może być ku temu przynajmniej kilka powodów. Nieraz tym powodem może być wstyd przed przyznaniem się księdzu do grzechu. Nieraz też pewne rozczarowanie sobą, spowodowane brutalną konfrontacją obietnic składanych Bogu i ich realizacji. Obydwa te powody są bardzo ludzkie i niestety, chociaż może to kogoś zaskoczyć, utwierdzają człowieka w pysze. Skupiają się bowiem na naszych ludzkich ograniczeniach, a nie na miłosiernym Bogu. Potrzebna jest tu pokora, by móc pokonać wstyd i po raz kolejny przyjść z żalem za grzechy do spowiedzi, by na nowo podjąć wysiłek walki o świętość.

Ileś innych osób jednak trochę inaczej podchodzi do sprawy. Odłożenie w czasie spowiedzi jest dla nich „okazją”, by jeszcze pożyć w grzechu. Niestety słowo „okazja” jest tu dramatyczną pułapką szatańską. Bo jak za chwilę napiszę, powoduje to ogromne trudności w drodze do świętości.

Część tych ludzi podchodzi do sprawy w ten sposób, że jeśli i tak muszą iść do spowiedzi, to nie będzie problemu jeszcze trochę pogrzeszyć, jeśli i tak już nie są w stanie łaski uświęcającej. Jednakże takie podejście do sprawy stanowi duży problem, bo takie myślenie jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. A pamiętajmy, że Jezus mówił, iż takie grzechy nie będą nigdy odpuszczone. Oczywiście problem jest w mentalności człowieka. I jeśli człowiek uzna tę grzeszną mentalność i się nawróci, Bóg może jednak te grzechy wybaczyć. Tyle tylko, że często człowiek nie widzi, że tak podchodzi do sprawy.

Grzeszenie „na jeden rachunek” pokazuje jednak pewną bardzo ważną, choć często trudną, prawdę o nas. Czytaj dalej