Archiwum autora: ks. Jacek Fijałkowski

Refleksje po ŚDM – z innej strony

Większość poniższego tekstu napisałem wczoraj w pociągu wracającym z Krakowa po Światowych Dniach Młodzieży. Może dzięki Bogu, że nie udało mi się wtedy zalogować do konta tego bloga, bo już wczoraj przed północą mogłyby się pojawić tutaj trudne słowa. Trudne, bo i całość mojego wyjazdu, a także i przygotowania do tego, łatwe nie były. Stwierdziłem jednak podczas dzisiejszej Mszy św., że odpuszczę opublikowanie fragmentów dotyczących swoich frustracji, żali itp. Co to komu by dało? To, że bym wzbudził litość iluś czytelników? Wiadomo, że emocje swoje warto wyrażać. A ksiądz też człowiek i emocje swoje ma. Ale to bardziej by skupiało na sobie, zamiast na Bogu. A przecież ten blog ma tytuł „Bóg wie, co robi”. Więc chociaż piszę tu także o sobie i swoim szukaniu Boga, to jednak lepiej się skupić na Bogu. Więc tutaj wstawię fragmenty moich późnowieczornych „wypocin”, które raczej wskazują na pozytywy mojego wyjazdu na spotkanie z papieżem i młodzieżą. Pokazują one to, że mimo tego, że po ludzku odbieram wyjazd jako nie do końca pozytywny, to jednak w sensie Bożym to był dobry czas.

Czytaj dalej

Zerwanie z grzechem a przebaczenie

Pewno tym wpisem Ameryki nie odkryję. Ale jakoś tak mnie naszło w ostatnich dniach. Pojawia się refleksja w kwestii grzechów nałogowych, które są formą ucieczki od świata i rzeczywistości – np. grzechy nieczyste, ucieczka w świat wirtualny itp. Pojawia się pytanie, dlaczego człowiek, który realnie chce zmienić życie, przychodzi do spowiedzi i chce z takim grzechem zerwać, często jednak do niego wraca?

Oczywiście – łatwo powiedzieć – nałóg, przyzwyczajenie (nieraz nazywane drugą naturą). Ale to sprawy nie rozwiązuje. Przecież Pan Jezus jest wszechmogący. Sakrament pokuty i pojednania jest uznany jako jeden z dwóch (obok namaszczenia chorych) sakramentów uzdrowienia. A w sakramencie działa osobiście Pan Jezus. Czyżby Pan Jezus nie był w stanie sobie poradzić z grzechem i nas z niego uzdrowić/uwolnić po jednej spowiedzi? Jak najbardziej może. Ale dlaczego nie często się to dzieje?

Czytaj dalej

Języki

Powoli do końca zmierzają Dni w Diecezjach, podczas których gościmy w naszej parafii sporą grupę osób z różnych krajów. Zastanawiam się, czy przypadkiem u nas nie jest największa grupa spośród wszystkich w Warszawie. A na pewno jesteśmy w czołówce. Liczba osób w tej chwili sięga około 270. A to jeszcze nie wszyscy. Niektórzy mają dopiero jutro przyjechać, przenocować i we wtorek jechać do Krakowa. Ba… z pewnych powodów spora grupa przyjedzie tu z powrotem po Krakowie, by czekać na wylot do siebie. Dla większości tych ostatnich nie mamy jeszcze noclegów. Ale szukamy.

W naszej parafii przebywają członkowie międzynarodowej wspólnoty Shalom. Głównie Brazylijczycy, ale także Węgrzy, Niemcy, Ekwadorczycy, mieszkańcy Izraela. Jest także jedna Włoszka, która jest odpowiedzialna za całą organizację przeżywania ŚDM ze strony ich Wspólnoty.

Dużym problemem spotkania ŚDM jest kwestia porozumiewania się. Nikt z tych gości nie zna języka polskiego. Część tylko zna język angielski. Ale nawet, gdyby oni wszyscy język angielski znali, to i tak trzeba by samemu znać ten język. Ja angielskiego się dośyć długo uczyłem. Ale zawsze brakowało mi wiary w siebie, praktyki itp. Więc marnie u mnie z porozumiewaniem się w tym języku.

Na szczęście ja tylko pomagałem ks. Marcinowi i wolontariuszom, ale czasami trzeba było też i samemu coś załatwić, coś wyjaśnić, w czymś pomóc. Jednakże jakoś udawało mi się porozumiewać z odpowiedzialnymi wspólnoty. Ba… przynajmniej kilka osób wyspowiadałem w tym języku. A wczoraj poprowadziłem uwielbienie (na którym było kilkaset osób – Polaków i zagranicznych gości) w dwóch językach – polskim i angielskim.

I ogólnie przypomniała mi się scena zesłania Ducha Świętego, gdy apostołowie mówili w językach, których nie znali. Bóg wie co robi. Daje dary i pomaga tym, którzy tego akurat potrzebują – szczególnie w kwestii ewangelizacji i okazywania bratniej miłości. Przypomniało mi się też, że w kontekście Ducha Świętego jest jeszcze jeden wspólny język – tzw. „języki” (albo inaczej glosolalia). Ja kiedyś tego nie cierpiałem. Ale teraz bardzo lubię się tak właśnie modlić. Tak swoją drogą, to zapytałem jednego z odpowiedzialnych wspólnoty Shalom, czy oni też się modlą językami, to dostałem odpowiedź, że ci odpowiedzialni (tzw. misjonarze) raczej tak. Inni niekoniecznie. Ale jak widać, Bóg potrafi i tak pomóc się porozumieć.

Bo prawdziwy wspólny język, to miłość oraz Duch Święty, przez którego ta miłość jest rozlana w naszych sercach.

PS. Być może kiedyś coś więcej napiszę tu o modlitwie językami. A teraz czas wracać do intensywnego czasu. Niedługo będzie u nas Msza św. transmitowana na cały świat przez TV Polonia.

Aborcja i syndrom postaborcyjny

Wczorajsze zamieszanie spowodowało, że sporo osób zajrzało na mojego bloga. Trochę się zastanawiam, czy przypadkiem nie umieszczać moich wpisów na fb. Ale nie zmienia to faktu, że, podobnie jak już nie raz, gdy coś tu napisałem, to ciągnie mnie, by zaraz znowu coś napisać. Tym bardziej, że mimo wszystko ileś pomysłów na wpis co jakiś czas się pojawia. A są tematy, które kiedyś obiecałem. Dziś jeden z takich tematów.

Co raz trafiają do mnie osoby, które kiedyś zabiły swoje dzieci przez aborcję. To niestety powoduje zagrożenie duchowe. Wszak jest to przywołanie (ducha) śmierci do swojej rodziny – szczególnie potomstwa. I znam ileś osób, które po aborcji nie mogły mieć dzieci. I to nie tylko z powodów uszkodzenia organizmu kobiety, które nieraz się zdarza. Czasami nie ma wytłumaczenia medycznego, bądź biologicznego. A bywa, że nawrócenie człowieka i modlitwy nad osobą zainteresowaną pomagają otworzyć się na nowe potomstwo.

Czytaj dalej

Fejsbuk

Dwa miesiące temu, gdy podpisaliśmy, jako SNE bł. ks. Jerzego Popiełuszki, umówę z SESA, powstał na facebooku nasz oficjalny fanpage. Stwierdziłem, że to chyba właściwy moment, by się na tymże facebooku pojawić. Miało mieć to zadanie w komunikacji z ilomaś ludźmi z SNE, zapraszaniem innych na kursy. Przy czym, jeśli chodzi o ludzi spoza SNE, to zaproszenie miało sens tylko na Nowe Życie. Ponieważ następne kursy są dla tych, którzy Nowe Życie przeżyli.

Także przygotowania do ŚDM mocno naciskały mnie, by tego facebooka założyć. Wszak chyba wszyscy wolontariusze w naszej parafii mieli założoną specjalną grupę. I w ten sposób były przekazywane wszystkie informacje. To wszystko się przełożyło na decyzję założenia konta.

Czytaj dalej