Dwa miesiące temu, gdy podpisaliśmy, jako SNE bł. ks. Jerzego Popiełuszki, umówę z SESA, powstał na facebooku nasz oficjalny fanpage. Stwierdziłem, że to chyba właściwy moment, by się na tymże facebooku pojawić. Miało mieć to zadanie w komunikacji z ilomaś ludźmi z SNE, zapraszaniem innych na kursy. Przy czym, jeśli chodzi o ludzi spoza SNE, to zaproszenie miało sens tylko na Nowe Życie. Ponieważ następne kursy są dla tych, którzy Nowe Życie przeżyli.
Także przygotowania do ŚDM mocno naciskały mnie, by tego facebooka założyć. Wszak chyba wszyscy wolontariusze w naszej parafii mieli założoną specjalną grupę. I w ten sposób były przekazywane wszystkie informacje. To wszystko się przełożyło na decyzję założenia konta.
Wcześniej mocno się opierałem w kwestii założenia takiego konta. Kiedyś pisałem pracę magisterską z teologii moralnej, w której było dużo o różnych zagrożeniach związanych z internetem. Wprawdzie w tamtych latach nie było jeszcze facebooka, albo dopiero co powstawał, to jednak wiedziałem, że takiego typu narzędzia przekładają się na dużą ilość marnowanego czasu, wręcz potrafią uzależniać. Dlatego też unikałem portali społecznościowych. Jedynym wyjątkiem było założone konto na gronie, w którym byli ludzie z mojej grupy pielgrzymkowej. W sumie, to prawie się tam nie angażowałem, ale jednocześnie ucieszyłem się, gdy grono podupadało i można było konto skasować.
Teraz dałem się skusić kolejny raz. Miałem wyobrażenie, że będzie spokojnie, kontakt z pewną grupą ludzi. Nie domyślałem się, co mnie czeka. Przez kilka pierwszych dni zawarłem internetową znajomość z moimi realnymi znajomymi. Jednakże wtedy zaczęły się pojawiać zaproszenia od osób całkowicie mi obcych. Miałem dylemat, co z tym zrobić. Czy zapraszać tych ludzi do znajomości, czy nie? Po kilku dniach przyjąłem zaproszenia od kilku nieznanych mi osób. I się zaczęło. Moją „tablicę” ktoś co chwilę zaśmiecał różnymi powitaniami, obrazkami, tekstami z którymi się nie zgadzam. Musiałem ustawić odpowiednie blokady. Ale dostawałem prywatne wiadomości, w których były najróżniejsze rzeczy. Łącznie z zaproszeniem na seks oraz bardzo obraźliwymi słowami. Bardzo szybko wyłączyłem messengera. Ale ludzie i tak ileś pisali.
Problemem jednak zaczęły się niezliczone zaproszenia od nieznanych mi osób. Nie ukrywam, że przez kilka pierwszych dni jakoś mi się to podobało, może imponowało. Do ustawionego maksimum dla ludzi prywatnych (w wysokości 5000 znajomych) było niewyobrażalnie daleko. Problemem jednak było to, że informacje o zaproszeniach przychodziły mi na maila, o których informacje dostawałem na komórkę. Niby powiadomienia z facebooka zablokowałem, to jednak te maile przychodziły i przychodziły. Było wiele takich dni, gdy tych maili i zaproszeń było ponad 30. A może i 50.
Gdy po niespełna 2 miesiącach od założenia mojego konta na facebooku liczba „znajomych” przekroczyła tysiąc (z których znam pewno około 100), powiedziałem „dość”. Po prostu byłem już tym zmęczony. I chociaż do 5000 nadal jest daleko, to stwierdziłem, że jeszcze „chwila” i nie będę w stanie realizować tego, co sobie założyłem w kwestii facebooka. Wśród „znajomych” tylko stosunkowo niewiele osób jest takich, do których chcę z taką, czy inną, informacją dotrzeć. Tak naprawdę, to decyzja o moim „dość” zapadła już jakiś czas temu. Ale wczoraj napisałem na swojej „tablicy”, że od dziś przyjmuję tylko ludzi, których znam lub przynajmniej kojarzę. I wtedy wylał się na mnie i mój wpis cały stek negatywnych wypowiedzi, ataków, krytyki itp. Na szczęście były także i pozytywne głosy. I za nie dziękuję.
W sumie, to nie dużo mnie to obchodzi. Chociaż nie prawda, że w ogóle. Trochę mam do siebie żal, że jednak to konto założyłem. Po tych blisko dwóch miesiącach utwierdzam się tylko w przekonaniu, że facebook jest niebezpiecznym narzędziem. Narzędziem, które może uzależniać, zabierać cenny czas i spokój serca. Narzędziem, w którym nie łatwo zadbać o prywatność itp. Narzędziem, w którym Twoje decyzje mogą być zakrzyczane, wytykane palcami. Narzędziem … itp. itd. Na szczęście tylko narzędziem. A dużo od nas i od naszych znajomych zależy. A zgodnie z przykazaniem miłości bliźniego „miłuj bliźniego … jak siebie samego”, mam prawo (a nawet i obowiązek), aby siebie szanować i nie zgadzać się na to, by ktoś narzucał mi swoje widzi misie „w moim domu”. To dotyczy tak mojego mieszkania, jak rodziny, facebooka, a także kontynentu i ojczyzny, do której chcą wejść obcy ludzie.
Innymi słowy: czas mocno ograniczyć (i tak ograniczone) działanie na facebooku. A jak to nie wystarczy, to za jakiś czas skasować. Przecież to jeszcze mi wolno.

Oj …proszę Księdza…dziękuję za ten post…bardzo, bardzo 🙂
Teraz już wiem, dlaczego ufam Księdzu…bo jest PRAWDZIWY…szczery, troskliwy…czasami wydawało mi się…to jest nieistotne… i Chwała Panu, że tak nie jest…modliłam się o Światło i tak się stało. Amen.
Dziękuję.
Nie miałam pojęcia, że mogą wystąpić takie problemy na fb. Widocznie dotyczy to osób znanych, a Ksiądz jest znany m.in. jako egzorcysta. Szczerze współczuję Księdzu czytania wiadomości, o których Ksiądz wspomniał w tym poście. Jako kapłan jest Ksiądz szczególnie narażony na wszelkie ataki, a internet to ułatwia. Ale w tej walce ma Ksiądz tarczę wiary, więc nic Księdzu nie grozi.
Z modlitwą,
Justyna
Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam? Ale po ludzku łatwe to nie jest… Na szczęście Bóg wie, co robi…