Chcę napisać o pewnej postawie, która momentami mnie irytuje. Chodzi o wstawanie z kolan w trakcie Mszy św. Wielu uczestników Mszy św. wstaje z postawy klęczącej w trakcie odpowiedzi na aklamację po przeistoczeniu. Czyli to wygląda tak: Ksiądz mówi „Oto wielka tajemnica wiary” (albo jedną z trzech innych aklamacji), a potem ludzie jednocześnie mówią „Głosimy śmierć Twoją Panie…” oraz wstają. Dziwna ta postawa, a jednocześnie trudna do zrealizowania. Powiedzenie na głos wymaga wysiłku. A co powiedzieć o wysiłku powstawania z kolan? Powiem szczerze, że ostatnio szczególnie się zirytowałem Czytaj dalej
Niezrozumienie pierwszolistopadowe
Zbliża się uroczystość Wszystkich Świętych. Zaczynam jednak dochodzić do wniosku, że to jedne z najbardziej niezrozumiałych świąt w ciiągu roku. Błędów rozumienia tego święta i sąsiadujących dni jest dużo. Oto moje przemyślenia: Czytaj dalej
Wołyń
Obejrzałem film „Wołyń”. Wyszedłem z kina mocno przybity. To nie znaczy oczywiście, że film zły. Wręcz przeciwnie. Ale historia, którą można obejrzeć, przeraża. Przypominają mi się słowa Zofii Nałkowskiej z „Medalionów” – „ludzie ludziom zgotowali ten los”. Ale widząc pewne sceny i zachowania, pojawia się pytanie, czy człowiek sam z siebie byłby zdolny do takich rzeczy? W filmie padają mniej więcej słowa, że nawet zwierzęta nie są tak okrutne. I chyba coś w tym jest. Zachowanie ludności na Wołyniu przekracza ludzkie wyobrażenia, zachowanie zwierząt itp. Co lub kto za tym stoi zatem? Czytaj dalej
Księże Jacku, Msza to za mało?
Tytuł mojego wpisu jest pewną – skróconą – wersją tytułu jednego z komentarzy, który w ostatnich dniach pojawił się na portalu gosc.pl. Jego autorem jest Wojciech Teister.
Nie chcę tu zbytnio się odnosić do tamtego tekstu. Także nie chcę się zbytnio odnosić do głośnego w ostatnich dniach odejścia pewnego kapłana, skądinąd o tym samym, co ja, imieniu.
Prawda jest taka, że wspominany na wstępie komentarz poruszył moje serce. Może właśnie dlatego, że wielu ludzi zwraca się do mnie: „księże Jacku”.
Drugi pozytywny wpis
Niedawne miesiące, to był trudny dla mnie czas. Jednakże coś chyba w ostatnich dniach drgnęło na plus. Mam nadzieję, że ten okres aż do początku września, to było jak w jednej z przypowieści (por Mk 4,27-27). Ziarno zasiane w ziemię, przez długi czas jest pod ziemią, nie widać owoców, a przy okazji jest czas wytężonej pracy i dbania o to. Być może zaczął się czas kiełkowania, bo pewne dobre rzeczy pojawiły się. Mam nadzieję, że nie tylko na chwilę. Chociaż czasami nawet chwila jest pomocna – tak samo, jak człowiek pływający pod wodą bez butli tlenowej, musi co jakiś czas wynurzyć się nad wodę – nawet na chwilę – by nabrać powietrza. W ten sposób już drugi mój wpis z rzędu przedstawi pozytywne sprawy wokół mnie.
