Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi, że nie będzie dany żaden znak, poza znakiem Jonasza. Co to ten znak Jonasza? Oczywiście pierwsze skojarzenie, to znak zmartwychwstania Jezusa. Podobnie jak Jonasz był 3 dni we wnętrznościach ryby, a potem wyrzucony na brzeg – przywrócony do życia, tak Jezus był 3 dni w grobie, a potem zmartwychwstał.
Ale można by spojrzeć szerzej (albo inaczej) na kwestię znaku Jonasza. Jonasz wzywał do nawrócenia. I dzięki jego nawoływaniu wszyscy się nawrócili. Także i nam przydałoby się nawrócenie.
Ale przyjrzyjmy się temu nawróceniu, którego narzędziem był Jonasz. Zanim poszedł nawracać, musiał sam się nawrócić. Bóg, w dzisiejszym czytaniu, po raz drugi powołuje Jonasza. Nieraz i nam po raz drugi potrzeba usłyszeć wezwanie. Jesteśmy (wydaje się) nawróceni. Mamy swoje wyobrażenie o Bogu, o wierze. Wiemy, że Bóg jest miłosierny i wszechmogący. I możemy dojść do wniosku, że nasze działanie nie jest Bogu potrzebne. Ale Bóg wie co robi. I tak, jak Jonasza, tak i Ciebie potrzebuje, byś poszedł i wzywał do nawrócenia innych. Ale właśnie trzeba się nawrócić od swojego patrzenia na życia, a nawet na Boga, ku drodze wskazanej przez Boga.
Jonasz staje przed trudnym zadaniem. Miasto Niniwa, które było ogromnym miastem (trzy dni drogi), było siedliskiem grzechu. I trzeba iść i ich wzywać do nawrócenia. Ciekawostką jest jednak to, na co dziś ktoś mi pierwszy raz zwrócił uwagę, że chociaż Niniwa była rozległa na trzy dni drogi, to Jonasz szedł tylko jeden dzień. Nie mógł więc trafić bezpośrednio do wszystkich. A mniej więcej do jednej trzeciej. Ale to wystarczyło, żeby całe miasto się nawróciło. Nawet i król. Skąd więc nawrócenie całego miasta? Otóż zapewne ci, którzy się nawrócili od nawoływania Jonasza, tak bardzo się tym przejęli, że zapalili swoim nawróceniem innych ludzi. Jakże mocne musiało być to nawrócenie…
Tak sobie skojarzyłem, że na niedzielną Mszę św. chodzi systematycznie około jedna trzecia Polaków. To do nich księża mówią kazania. To ich przede wszystkim nawołują do nawrócenia. A co z pozostałymi mieszkańcami naszej ojczyzny? Jakże często słyszę narzekania na innych, na polityków itp. Ale może problem jest zupełnie gdzie indziej. Może to ta jedna trzecia Polaków nie chce się naprawdę nawrócić. Nie ma w nich tak gorącego przejęcia się sprawami Bożymi, że inni nie są w stanie dostrzec potrzeby zmiany życia. Może zamiast narzekać na innych, trzeba rozpalić do czerwoności nasze serca. Niech pałają w nas tak, jak w uczniach pospiesznie wracających z Emaus, albo w tych, co się nawrócili po Zesłaniu Ducha Świętego, albo właśnie w mieszkańcach Niniwy. My wierzący, musimy się nawrócić, po raz kolejny. Potrzeba, byśmy, jak mówi papież Franciszek, robili „raban”. By także i inni mogli spotkać Chrystusa. Mamy być świadkami Chrystusa, który żyje. Mamy być świadkami pustego grobu – znaku Jonasza. Niech inni ludzie widząc nas, żyjących Chrystusem, zobaczą, że warto się do Boga zbliżyć, bo nie ma takiej rzeczy, której Bóg nie jest w stanie zrobić, a my jesteśmy tego świadkami.
Zadam Ci na koniec pewne pytania, bracie i siostro. Czy inni ludzi patrząc na Ciebie są w stanie zobaczyć świadka zmartwychwstałego Chrystusa? I ilu ludzi dzięki Twojemu życiu już się nawróciło?
Witam Księdza bardzo serdecznie
Bardzo się staram żyć według nauk Jezusa Chrystusa i panować nad sobą, mieć w sobie
spokój…”przemieniajcie się przez odnawianie umysłu”.Ale to jest bardzo trudne!!! Szczególnie w pracy gdzie zwykła serdeczność, dobroć, chęć pomocy są źle odbierane, bo wypada na siebie warczeć i wilkiem patrzeć. A przecież agresja rodzi agresję!!! Nie zmienię się pod żadną presją i mój Pan mi w tym pomaga i już widać tego efekty !!!
Najważniejsze że przestałam się tym przejmować i po prostu robię swoje i już.
Natomiast nie wiem,czy ktokolwiek się nawrócił patrząc na moje życie…wątpię, ale
kiedyś wysłałyśmy z moją koleżanką nasze dzieci na jedną kolonię. Jechały autokarem same. Moja koleżanka bardzo się denerwowała i miała do mnie pretensję, że ja tego nie robię. „Jaką ty jesteś matką !” usłyszałam. Poradziłam jej, żeby się pomodliła do Jezusa i poprosiła Go, żeby strzegł bezpieczeństwa jej dziecka gdziekolwiek ono jest. Dziwnie na mnie popatrzyła, ale po chwili odeszła i widziałam, że się modli. Wieczorem zadzwoniła i powiedziała, że nigdy nie była taka spokojna,jak po tej modlitwie. Chwała Panu.
Witam, czy można się jakoś skontaktować z Księdzem mailowo? Dwa lata temu rozmawiałam z Księdzem na temat pewnej sprawy, chciałabym napisać o tym, jak wiele się zmieniło…Pozdrawiam 🙂
Czekam, sprawdzam bloga i brakuje mi Księdza wpisów… 😉