Trzynaście

Trzynaście lat (kapłaństwa) dziś minęło. Świętowałem tę rocznicę głównie na Jasnej Górze – czyli tam, gdzie podjąłem ostateczną decyzję wstąpienia do Seminarium.

Ale nie o tym chcę pisać. Ktoś ostatnio stwierdził, że te 13 lat, to taka „średnia” liczba. Oczywiście można zrozumieć, że nie okrągła. Ale ja odebrałem, że „13” to mało szczęśliwa liczba. Bardzo nie lubię takiego stawiania sprawy. Według mnie jeśli już miałoby się rozpatrywać w kategoriach szczęśliwości, to o liczbie 13 mówi więcej osób niż o wielu innych liczbach. A to raczej by wskazywało, że 13 jest zauważona, więc powinna być szczęśliwa.

Tyle tylko, że to są głupie dywagacje. A problem jest zupełnie gdzieś indziej. Czytaj dalej

Dużo nowego

Może uda mi się krótko tu napisać. Ale ostatnio dużo nowego w moim życiu i wokół mnie.

Przede wszystkim to dwie uroczystości wejścia w relację z Bogiem na wyłączność. Ktoś stwierdził, że mam bliźniaki. Mianowicie w minioną niedzielę swoje śluby zakonne złożyła moja podopieczna Ewa. A jutro święcenia kapłańskie – prezbiteratu – przyjmie mój podopieczny Piotr. Oboje się znają z czasu, gdy ich duchowo prowadziłem. A Bóg tak cudownie to sprawił, że w ciągu jednego tygodnia przyrzekają Bogu i Kościołowi wierność. Jestem niezmiernie z nich dumny i szczęśliwy.

Kolejna sprawa, to fakt, że od 1,5 tygodnia moja Szkoła Nowej Ewangelizacji podpisała oficjalną umowę o współpracy z Biurem Krajowym SESA Polska.

Czas oficjalnego startu Szkoły poprowadził do oficjalnego wystartowania na Facebooku fanpage’u naszej Szkoły. A na dodatek po latach namawiania mnie, sam założyłem konto na Facebooku.

Tak swoją drogą, to chciałem tak zrobić, by pewna zajawka moich wpisów pojawiała się automatycznie na mojej tablicy na Facebooku. Ale na razie się poddałem w próbach zrobienia tego.

Oj, dużo dobrego się dzieje. A, że zły i tak próbuje mieszać, to inna sprawa.

Piękna śmierć

W moim poprzednim poście opisywałem moje odwiedzanie chorych z Panem Jezusem. Ale trafiłem do mieszkania, do którego przychodziłem od ponad roku. Mieszkało tam małżeństwo, których staż małżeński sięgał 73 lat. On lat 97. Ona 93. Patrząc na wiek obojga, można się domyśleć, że ich stan zdrowia nie jest za dobry. Pan Jerzy już kilkakrotnie był odratowywany z granicy śmierci. Pani Stanisława od kilku miesięcy była w kiepskim stanie. Już kilka miesięcy temu wyglądało, że przed nią ostatnie dni. Pamiętam, że udzieliłem jej sakramentu chorych, modliłem się nad nią. W następnym miesiącu miała znowu więcej sił.

Wczoraj jednak w mieszkaniu był już tylko on. (A dokładnie on i opiekunka). Ona, jak wierzę, już jest w niebie. Wyjaśnię, że o śmierci dowiedziałem się kilka dni wcześniej. Ale wczoraj dowiedziałem się pewnych szczegółów, którymi chciałbym się podzielić. Czytaj dalej

Wizyty u chorych

Postanowiłem napisać coś o wizytach u chorych, które najczęściej odbywają się w pierwsze soboty i piątki miesiąca. Decyzja o napisaniu zapadła mniej więcej kilkanaście minut po moim wczorajszym wyjściu z Panem Jezusem z kościoła. Po 2 godzinach miałem już niemalże pewność, że muszę się pewnymi rzeczami podzielić. Ale stwierdziłem też, że o pewnej rzeczy, związanej z wczorajszymi wizytami, napiszę jeszcze kiedyś indziej.

Przyznam szczerze, że nie jest łatwym dla mnie odwiedzanie chorych. I są ku temu różne powody. Czytaj dalej

„Umarł” Kurs „KAMCh”, niech żyje Kurs „Emaus”

Oczywiście Kurs nie umarł. Ale się skończył. Kilka dni temu. A ja jeszcze się do końca po nim nie pozbierałem. Nadal ileś gadżetów jest rozwalonych po mojej podłodze. Także ileś kartek, spisów itp. Ale jednak Kurs Animacji Modlitwy Charyzmatycznej się zakończył. Nie mi komentować, czy to dobry czas, czy nie. Tzn. Może inaczej: według mnie to był dobry czas. Ale nie jestem pewien, czy dla wszystkich. Ja jednak od kilku dni mam większą ochotę śpiewać i wielbić Boga. Więcej we mnie radości i chyba w sumie chęci do życia. Mimo tego, że widzę, że mam ileś zaległości w pewnych zadaniach. Dziś np. dopiero zatwierdziłem komentarz wystawiony przed tygodniem. Brakuje trochę czasu na to wszystko. A przynajmniej zebrania się w sobie i powrotu do bieżącego życia.

Zakończenie jednak jednego kursu stało się początkiem przygotowań do następnego. Otóż w dniach 24-26 czerwca w Ignacowie będziemy prowadzili kolejny kurs – tym razem kurs „Emaus”. To kurs o Słowie Bożym, które nie jest zakurzoną i stojącą na półce książką, ale jest wręcz Osobą – żywym Słowem Ojca, które stało się Ciałem i zamieszkało między nami. Kurs zaprasza do żywej relacji z Jezusem – Słowem. Pomaga uczyć się modlić Słowem Bożym. A także spotkać na swojej drodze życiowej Tego, który wyjaśnia nam Pisma i łamie dla nas chleb, jak to było w przypadku uczniów idących do Emaus.

My na razie tego kursu nie możemy robić samemu. Pomoże nam wspólnota Galilea. Myślę, że warto ten kurs przeżyć. Kurs jest dla osób, które przeżyły jeden z kursów „Nowe Życie” bądź „Filip”, a jednocześnie tych, którzy w ostatnich miesiącach nie przeżywali za dużo różnych rekolekcji. Bliższe informacje pod adresem snewarszawa.pl/emaus. Proszę o modlitwę w intencji tego dzieła – ekipy i uczestników.