Trzynaście

Trzynaście lat (kapłaństwa) dziś minęło. Świętowałem tę rocznicę głównie na Jasnej Górze – czyli tam, gdzie podjąłem ostateczną decyzję wstąpienia do Seminarium.

Ale nie o tym chcę pisać. Ktoś ostatnio stwierdził, że te 13 lat, to taka „średnia” liczba. Oczywiście można zrozumieć, że nie okrągła. Ale ja odebrałem, że „13” to mało szczęśliwa liczba. Bardzo nie lubię takiego stawiania sprawy. Według mnie jeśli już miałoby się rozpatrywać w kategoriach szczęśliwości, to o liczbie 13 mówi więcej osób niż o wielu innych liczbach. A to raczej by wskazywało, że 13 jest zauważona, więc powinna być szczęśliwa.

Tyle tylko, że to są głupie dywagacje. A problem jest zupełnie gdzieś indziej. Od kiedy to od liczby zależy, czy ktoś ma być szczęśliwy, czy nie? To przede wszystkim zależy od Boga. Ewentualnie od tych, którzy z Nim współpracują, albo próbują zanegować Jego wolę.

Wiara w szczęśliwość (a dokładniej nie-szczęśliwość) trzynastki jest przesądem lub zabobonem. I niestety wprowadza człowieka w myślenie właśnie sprzeczne z Bogiem. Bo oto poniekąd neguje Boga jako dawcę szczęścia. A jeśli nie neguje jako dawcę szczęścia (bo raczej mówimy o nieszczęściu), to neguje Boga, jako tego, który jest silniejszy od jakiejkolwiek „mocy” trzynastki.

Dobra… zostawmy już tę „trzynastkę”. To raczej pretekst do tego, co chcę napisać od kilku dni. Jednakże jeszcze przed samym tematem podam ciekawostkę. Według statystyk mojego bloga, najczęściej wyszukiwanym moim wpisem jest ten o zabobonach pogrzebowych. Widać, że ludzie bardzo takiej tematyki szukają. Cieszyłbym się, gdyby miało się okazać, że szukali, jak negatywnie (w sensie krytyki) odnieść się do zabobonów. Boję się jednak, że ludzie chcą takie, czy inne zabobony stosować.

Teraz napiszę jednak o innych zabobonach. Tym razem ślubnych. Nie będę pisał, jakie są. Bo tych też ogólnie nie znam. Ale ostatnio usłyszałem o pewnej katoliczce, która szykuje się do ślubu kościelnego. Jednakże szykuje się nie tylko przez kurs przedmałżeński, ale także dowiadując się, jakie „tradycje” trzeba zachować w dniu ślubu. Te tradycje, o których myślę, to nic innego jak właśnie zabobony. Nie będę tutaj dawał instruktażu, jak te „tradycje” wyglądają. Ale powiem w skrócie, że podobno są potrzebne pewne „gadżety” przy stroju panny młodej (nie zdziwiłbym się, gdyby pan młody też coś powinien mieć), aby to przyniosło szczęście i dobre relacje ze współmałżonkiem, całą rodziną i ogólnie życia w dobrobycie.

Powiem szczerze, że mi się nie spodobało, gdy to usłyszałem. A gdy powiedziałem o swoich uczuciach osobie, która mi to powiedziała, to jej się nie spodobało moje podejście. Co ciekawe – ta osoba wie, że nie można dzieciom zawiązywać czerwonej kokardki, a nie widzi problemu, pewnych rzeczy zakładać pannie młodej.

Gdzie według mnie problem? Częściowo naświetliłem tu przy kwestii trzynastki. Jeśli szczęście małżeństwa miałoby zależeć od jakiejś specyficznej części garderoby, lub sposobu przygotowania, to pytanie, jaką rolę miałby tutaj Pan Bóg? Ktoś, kto nawet w zabawie dopuszcza takie myślenie, „dla zabawy” oznajmia Bogu i światu, że On nie jest wszechmocny. Pojawia się pytanie o to, na ile dla takiej osoby Jezus jest Panem i jedynym Zbawicielem. Pan Jezus przecież mówił: „nikt nie może dwom panom służyć”. A to znaczy, że gdy ktoś swoje małżeńskie szczęście niby uzależnia do jakiegoś gadżetu i tradycji, to powoduje, że Jezus się wycofuje, bo nie może współpanować wraz z tym gadżetem.

Z doświadczenia wiem, że w przypadku jakiegoś rodzaju gadżetów, zabobonów i przedmiotów, które mają mieć odpowiednią „magiczną” moc i ochronę przed jakimś złem lub nieszczęściem, to, co ma niby chronić, sprowadza nieszczęście. Bo właśnie z tych niby chronionych miejsc, odsuwa się Boga z wszechpotężną mocą, a wstawia coś zupełnie innego. Innymi słowy – gdy jakiś przedmiot miałby przynosić szczęście, to zazwyczaj ryzykuje się nieszczęście. Gdy np. czerwona wstążeczka (albo nitka na ręcę) ma chronić przed urokami i złymi mocami, to tak naprawdę na te złe moce się otwiera itp.

Na koniec jeszcze jedna refleksja. Jeśli prawdą jest, że sporo małżeństw sięga po jakieś takie gadżety, które mają ochronić małżeństwo przed rozpadem, to ja mam kolejny argument do dyskusji, dlaczego wiele małżeństw się rozpada, albo nie przynosi oczekiwanego owocu. To Bóg jest miłością i to w Nim mamy szukać trwałości małżeństwa i szczęścia. A jeśli ktoś tego nie rozumie, to niech przemyśli swoje życie i wiarę. I niech realnie się nawróci. A swoje wystawione na ryzyko rozpadu małżeństwo niech powierzy Bogu i np. świętej Rodzinie z Nazaretu. A jeśli wiesz, że ktoś wokół Ciebie chce sięgać po jakieś takie „tradycje”, to wyraźnie mu to odradź, abyś i Ty przez brak jakiejkolwiek reakcji nie popadł w grzechy cudze i częściowo nie wziął na siebie odpowiedzialności za to. Nie masz do końca wpływu na to, co inni zrobią. Ale zrób tyle, ile jesteś w stanie. Dla dobra polskiej rodziny i naszego narodu 😉

I chyba tyle… Dosyć późno jest. I chyba trochę za bardzo komplikuję ten tekst. Ale nie chcę na jutro odkładać.

14 komentarzy do “Trzynaście

  1. Justyna

    13 – piękna liczba… Kojarzy mi się z objawieniami Maryjnymi 🙂 Gratuluję Księdzu 13 lat kapłaństwa! To zupełnie jak 13 lat małżeństwa z Jezusem! Jest Ksiądz szczęściarzem, bo to On Księdza wybrał i powołał. A to szczęście pochodzi tylko i wyłącznie od Boga 🙂 Niech ten szczęśliwy związek z naszym Panem trwa wiecznie! Obfitości łask Bożych, błogosławieństwa na każdy dzień kapłaństwa i opieki Matki Bożej życzy Justyna 🙂

    Odpowiedz
  2. Joanna

    Gratuluję Księdzu, życzę wielu kolejnych lat w bliskości Chrystusa. Kilka dni temu my także z mężem obchodziliśmy 13-lecie małżeństwa. Nawet nie zwróciłam uwagi na tą liczbę. No ale kto nie słyszał o 13-stce, czerwonej wstążeczce, podwiązce itp. Skala jest duża. Na ile wynika to z braku świadomosci? Nie wiem. Ostatnio w pasmanterii w galerii Reduta byłam świadkiem jak zaplątał się tam taki biedny, przysłany przez żonę czy teściową ojciec. Przemiła Pani ekspedientka natychmiast wybawiła go z zakłopotania oferując gotowe czerwone wstążeczki. Widać popyt jest duży. No i niestety, ja biernie na to – nic. Chociaż świadomość w tej sprawie przecież mam…

    Odpowiedz
  3. jewka

    Niech Bóg Ojciec Księdza błogosławi , a Pan Jezus prowadzi tam gdzie chce i jak chce:)

    Tak mi się wydaje, że te 13-stki, czerwone wstążeczki i różne inne atrybuty okazjonalne przy narodzinach, wyborze miesiąca ślubu, samego ślubu, lub maturze są takie bardzo ludzkie…i nie wzięły się z nikąd…tylko z ludowej tradycji , którą też …szanować trzeba…i poznać.
    Skąd się wzięła np. feralna 13-stka… Król francuski Filip IV Piękny był bardzo zadłużony u Templariuszy i postanowił ich wszystkich wymordować i… to zrobił w piątek 13.X. 1307 r.
    Jak poznałam tą historię moje piątki 13-ego są bez znaczenia…wiem , że to świadczy o mojej marności, ale wierzę, że Pan Jezus to zrozumie i Sobie z tym poradzi…
    Ks. Puzewicz pisał:” Ktoś kto ma żywą więź z Bogiem, kto doświadczył Jego Narodzenia z równym namaszczeniem śpiewa Psalmy, co słucha Beatlesów. Bóg stał się człowiekiem i uświęcił wszystko co ludzkie.”

    Odpowiedz
    1. ks. Jacek Fijałkowski Autor wpisu

      Nie będę tu się całkowicie odnosił, bo nie ma czasu. Ale ja bym tu mimo wszystko uważał. Bo niezależnie od tego, na ile Bóg sobie z pewnymi rzeczami poradzi (lub poradził), wiara w jakieś magiczne znaczenia i przedmioty, ogranicza możliwość doświadczenia pełni zbawienia i życia w obfitości. To w Jezusie jest pełnia zbawienia. A jak ktoś w czym innym pokłada nadzieję, to od tej pełni się jakoś odsuwa.

      Odpowiedz
      1. jewka

        Dziękuję 🙂
        I myślę, że dla nas ( ludzi czytających Księdza posty) te wszystkie przesądy są tylko nic nieznaczącymi śmiesznostkami i tyle!!!…
        Pamiętam jednak, że przed każdym ważnym egzaminem mojego syna , to on dopominał się kopniaka w tyłek (przepraszam) …na szczęście i… to robiłam, ale też modliłam się o wsparcie i powodzenie do Pana Jezusa… i wiem, że to tylko moje modlitwy wspierały go, a nie kopniaki , ale one też musiały być…taka tradycja…:)

        Odpowiedz
        1. jewka

          Witam Księdza
          Nie wiem, czy mogę, czy wypada pisać w temacie ostatniego postu na inny temat…ale tak sobie pomyślałam, że przecież Ksiądz może tego nie opublikować, a co napiszę to napiszę 🙂 i chociaż troszkę będzie mi lżej…
          Była godzina 6 rano…Msza roratnia w dn.22.12.2015 r., wtedy do kościoła w którym byłam, wprowadzono relikwie św. Ojca Dominika…
          J. Em. Ks. Kard. Kazimierz Nycz zaczął od słów :” Chciałem poinformować, że wczoraj podczas Mszy św. zmarł o. Jan Góra”…dobrze, że za mną były szklane drzwi o które się oparłam…
          Bałam się o Lednicę w tym roku …bez o. Jana…niepotrzebnie 🙂 Jego duch był , Lednica taka sama, może nawet…piękniejsza, bo świętująca wiele rocznic i taki sam entuzjazm wiary, takie samo radosne CHRZEŚCIJAŃSTWO…bo przecież Pan Jezus… ZMARTWYCHWSTAŁ…
          Tęskniłam, brakowało mi…bardzo, ale też wiem, że o. Jan jest już w NIEBIE. AMEN.

          Odpowiedz
        2. D.

          Nie, to nie są tylko nic nieznaczące śmiesznostki. Nie nazwałbym ich również „tradycją”. Przesądy są zabawne tylko z pozoru. Ich natura – podszyta jakimś przymusem i cieniem lęku – wychodzi szczególnie, gdy próbujesz z nimi zerwać. Ks. Jacek ujął to bardzo delikatnie, ale ja bym napisał bez ogródek: przesądy to ogarek palony diabłu i na to trzeba uważać.

          Odpowiedz
          1. jewka

            @D
            Oczywiście, jeżeli traktujemy tradycję, jako przymus, a nie dozę humoru i jeszcze mamy w tym lęk, że jak czegoś nie zrobimy, to na pewno się nie uda!!!! to na pewno trzeba uważać…myślę jednak, że to zależy od tego w co a raczej w Kogo wierzymy…

  4. justyna

    Ks. Aleksander Posacki (demonolog) twierdzi, że zabobony to ZNIEWALAJĄCE (A NIE TYLKO OGŁUPIAJĄCE) „SZCZĄTKOWE RYTUAŁY MAGICZNE.” Czy usprawiedliwia nas tradycja? Czy usprawiedliwia nas uważanie zabobonów za śmieszne? Jeżeli już wykonujemy jakieś zabobonne czynności (tradycyjne, z wiarą lub bez wiary, z uśmiechem czy bez, z lękiem czy bez lęku) i tak wykonujemy SZCZĄTKOWE RYTUAŁY MAGICZNE i wykraczamy przeciwko I przykazaniu „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Za każdym zabobonem stoi szatan, który chce, żebyśmy łamali to przykazanie w poszukiwaniu szczęścia, zdrowia, sukcesu, miłości etc. Dajesz kopniaka na szczęście? Zakładasz niebieską podwiązkę na ślub? A w tym samym czasie modlisz się do Boga o powodzenie? Wniosek z tego, że modlitwy też traktujesz magicznie. Chyba że przynosisz Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Na jedno wychodzi: Nie jest dobrze. Zbawiciel jest jeden. Jezus Chrystus, nasz Pan. Amen.

    Odpowiedz
    1. ks. Jacek Fijałkowski Autor wpisu

      Ja też tak myślę. Nie przykładać do tego większej uwagi, czy się zduchnie, czy nie. Dają tort do dmuchania, to zdmuchnąć. Jak każą pomyśleć życzenie, to powiedzieć, że Bóg wie, co jest potrzebne itp.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.