Archiwum kategorii: Bez kategorii

Fejsbuk

Dwa miesiące temu, gdy podpisaliśmy, jako SNE bł. ks. Jerzego Popiełuszki, umówę z SESA, powstał na facebooku nasz oficjalny fanpage. Stwierdziłem, że to chyba właściwy moment, by się na tymże facebooku pojawić. Miało mieć to zadanie w komunikacji z ilomaś ludźmi z SNE, zapraszaniem innych na kursy. Przy czym, jeśli chodzi o ludzi spoza SNE, to zaproszenie miało sens tylko na Nowe Życie. Ponieważ następne kursy są dla tych, którzy Nowe Życie przeżyli.

Także przygotowania do ŚDM mocno naciskały mnie, by tego facebooka założyć. Wszak chyba wszyscy wolontariusze w naszej parafii mieli założoną specjalną grupę. I w ten sposób były przekazywane wszystkie informacje. To wszystko się przełożyło na decyzję założenia konta.

Czytaj dalej

Trzynaście

Trzynaście lat (kapłaństwa) dziś minęło. Świętowałem tę rocznicę głównie na Jasnej Górze – czyli tam, gdzie podjąłem ostateczną decyzję wstąpienia do Seminarium.

Ale nie o tym chcę pisać. Ktoś ostatnio stwierdził, że te 13 lat, to taka „średnia” liczba. Oczywiście można zrozumieć, że nie okrągła. Ale ja odebrałem, że „13” to mało szczęśliwa liczba. Bardzo nie lubię takiego stawiania sprawy. Według mnie jeśli już miałoby się rozpatrywać w kategoriach szczęśliwości, to o liczbie 13 mówi więcej osób niż o wielu innych liczbach. A to raczej by wskazywało, że 13 jest zauważona, więc powinna być szczęśliwa.

Tyle tylko, że to są głupie dywagacje. A problem jest zupełnie gdzieś indziej. Czytaj dalej

Dużo nowego

Może uda mi się krótko tu napisać. Ale ostatnio dużo nowego w moim życiu i wokół mnie.

Przede wszystkim to dwie uroczystości wejścia w relację z Bogiem na wyłączność. Ktoś stwierdził, że mam bliźniaki. Mianowicie w minioną niedzielę swoje śluby zakonne złożyła moja podopieczna Ewa. A jutro święcenia kapłańskie – prezbiteratu – przyjmie mój podopieczny Piotr. Oboje się znają z czasu, gdy ich duchowo prowadziłem. A Bóg tak cudownie to sprawił, że w ciągu jednego tygodnia przyrzekają Bogu i Kościołowi wierność. Jestem niezmiernie z nich dumny i szczęśliwy.

Kolejna sprawa, to fakt, że od 1,5 tygodnia moja Szkoła Nowej Ewangelizacji podpisała oficjalną umowę o współpracy z Biurem Krajowym SESA Polska.

Czas oficjalnego startu Szkoły poprowadził do oficjalnego wystartowania na Facebooku fanpage’u naszej Szkoły. A na dodatek po latach namawiania mnie, sam założyłem konto na Facebooku.

Tak swoją drogą, to chciałem tak zrobić, by pewna zajawka moich wpisów pojawiała się automatycznie na mojej tablicy na Facebooku. Ale na razie się poddałem w próbach zrobienia tego.

Oj, dużo dobrego się dzieje. A, że zły i tak próbuje mieszać, to inna sprawa.

Piękna śmierć

W moim poprzednim poście opisywałem moje odwiedzanie chorych z Panem Jezusem. Ale trafiłem do mieszkania, do którego przychodziłem od ponad roku. Mieszkało tam małżeństwo, których staż małżeński sięgał 73 lat. On lat 97. Ona 93. Patrząc na wiek obojga, można się domyśleć, że ich stan zdrowia nie jest za dobry. Pan Jerzy już kilkakrotnie był odratowywany z granicy śmierci. Pani Stanisława od kilku miesięcy była w kiepskim stanie. Już kilka miesięcy temu wyglądało, że przed nią ostatnie dni. Pamiętam, że udzieliłem jej sakramentu chorych, modliłem się nad nią. W następnym miesiącu miała znowu więcej sił.

Wczoraj jednak w mieszkaniu był już tylko on. (A dokładnie on i opiekunka). Ona, jak wierzę, już jest w niebie. Wyjaśnię, że o śmierci dowiedziałem się kilka dni wcześniej. Ale wczoraj dowiedziałem się pewnych szczegółów, którymi chciałbym się podzielić. Czytaj dalej

Wizyty u chorych

Postanowiłem napisać coś o wizytach u chorych, które najczęściej odbywają się w pierwsze soboty i piątki miesiąca. Decyzja o napisaniu zapadła mniej więcej kilkanaście minut po moim wczorajszym wyjściu z Panem Jezusem z kościoła. Po 2 godzinach miałem już niemalże pewność, że muszę się pewnymi rzeczami podzielić. Ale stwierdziłem też, że o pewnej rzeczy, związanej z wczorajszymi wizytami, napiszę jeszcze kiedyś indziej.

Przyznam szczerze, że nie jest łatwym dla mnie odwiedzanie chorych. I są ku temu różne powody. Czytaj dalej