A może odwrotnie?

Staram się nie mieszać do polityki. Oczywiście jakieś poglądy mam. Ale nie afiszuję się nimi. Wiem, że Ewangelia jest skierowana do wszystkich, niezależnie z jaką partią sympatyzuje.

Prawda jest jednak taka, że chodząc po kolędzie, temat polityki często wyciągają sami ludzie. Zazwyczaj jako pretekst ich nie chodzenia na Mszę św. Chociaż jeszcze się nie spotkałem z zazurzetem polityki konktetnie w naszym kościele. Bo zazwyczaj te osoby nie mają za bardzo szansę wiedzieć, co jest u nas głoszone. Ale ostatnio spotkałem się z pewnym zarzutem, że nie chodzą do kościoła, bo Kościół głosi wartości, jak jedna z partii politycznych…

Gdy chwilkę pomyślałem, to stwierdziłem, że może właśnie jest odwrotnie. I czy to źle, że jedna z partii ma wartości w jakiejś części zbieżne z tym, co naucza Kościół? Ale idąc dalej tym tropem myślenia, moi rozmówcy nie chodzą do kościoła, bo nie podoba się, że Kościół nie popiera tego, co oni popierają. Czyli osoby głoszące zaangażowanie polityczne Kościoła tak  naprawdę by chciały, by Kościół głosił naukę wbrew sobie i Jezusowi, a stał się tubą polityczną, opcji, którą te osoby popierają. Czyli Kościół w ich mniemaniu powinien bardziej się zaangażować w politykę, wbrew sobie.

Pokręcone to wszytko. To taka postawa: „Czarne nazywajmy białym i vice versa”. Jezus w Ośmiu Błogosławieństwach mówił, że o Jego uczniach będą mówić wszystko kłamliwie. I to w  rozmowach z ludźmi widać i słychać. Ostatnio nawet pewna pani miała pretensje, że ksiądz w kazaniu nie powiedział tego, co ona uważała, że powinien powiedzieć. I widać znowu jak realizuje się to, co w Ewangelii. Gdy Jezus rozmnażał chleb i mówił piękne słowa oraz pochylał się nad chorymi, to ludzie byli przy Nim tłumnie. Kiedy jednak mówił słowa o konieczności spożywania Jego Ciała, a czego nie chcieli oni słuchać, tłumnie odeszli.

Tak jest, jak widać, po dziś dzień. Ludzie chcieliby by rolą Kościoła było tylko zajmowanie się chorymi i biednymi, a jeśli ma coś mówić, to niech mówi tylko to, oni chcą usłyszeć. A, że nie chcą słychać wymagań Ewangelii, jednocześnie bojąc się przyznać (chyba przed sobą samym), że mają problem z wiarą, to obwiniają Kościół o wszytko, także o politykę. Kościół, mam nadzieję, nigdy nie odejdzie od „polityki” Jezusa. A to, że jakaś partia, przynajmniej w pewnych aspektach, myśli podobnie, nie może być pretekstem do zmiany nauczania.

Dlatego, jeśli zaczniesz twierdzić, że Kościół jest w błędzie oraz źle działa, bądź naucza, to zapytaj wpierw siebie „a może jest odwrotnie?”. I może sam zacznij szukać Jezusa w nauczaniu Kościoła. Jezus wybrał różnych uczniów. Z zasady grzeszników. I to o nich (jak i o dzisiejszym Kościele) mówi: „Kto was słucha, mnie słucha. A kto Wami gardzi Mną bardzi”. Więc zachęcam, posłuchaj… A nie szukaj byle jakiego pretekstu, by od Kościoła, a de facto i od Boga, odejść.

2 komentarze do “A może odwrotnie?

  1. KM

    Ciekaw jestem cóż to za kwestie, w których wg przytoczonych w tekście ludzi Kościół idzie po linii którejś z partii 🙂

    Polityka dzieli się na dwa główne aspekty: światopoglądowo-obyczajowy i ekonomiczno-gospodarczy. I bardzo pożądanym przeze mnie jest, by nasza krajowa polityka w aspekcie światopoglądowo-obyczajowym szła zgodnie z nauczaniem Jezusa. Wartości, które Jezus przekazuje są najbardziej uniwersalne, a więc najlepsze. To na tych wartościach opierane było prawo i konstytucje państw, które dziś są wysoko rozwinięte. Jeśli ktoś uważa inaczej, to znaczy, że nauczania Jezusa nie zna!!!! Lewa część społeczeństwa zapomina chyba o tym i nie zdaje sobie sprawy, że gdyby WSZYSCY ludzie na świecie żyli na 100% wg nauczań Jezusa, to mielibyśmy społeczeństwo idealne. Żyjące w pokoju, wzajemnej miłości i tolerancji, o której przecież środowiska lewicowe tak lubią trąbić. Ponadto świeckość i antyreligijność są jak do tej pory domeną jakichś zbrodniczych, totalitarnych ustrojów z (o zgrozo!) gospodarką sterowaną centralnie (tfu!!!)!!!! A przecież komunistycznych reżimów wszyscy nie lubiny, prawda?
    I takie wartości Kościół winien promować i jeśli są zgodne z linią jakiejś partii (lub na odwrót) to bardzo dobrze.

    Co do spraw gospodarczych to nigdy nie zauważyłem aby ktokolwiek z duchownych wypowiadał się na temat podatków, socjalu itp. I słusznie, bo co w temacie ekonomii mogą mieć do powiedzenia ludzie z wykształceniem teologicznym, żyjący z datków lub z pracy na państwowych posadach w szkołach itp.

    Jeśli można Kościołowi coś w sprawie mieszania się w politykę zarzucić, to tak, jak pisałem kiedyś w mailu do Księdza – w katolickim radiu słyszałem dyskusje polityczne, w tym gospodarcze. Żaden duchowny nie mówił wprost kogo popiera, ale obecni w studiu politycy wyłącznie jednej partii rozprawiali o ekonomii państwowej i agenturalnej przeszłości swoich politycznych przeciwników. Krytykom, którzy doszukują się polityki w Kościele daje dużo niepotrzebnej amunicji. Taką amunicję dają jeszcze:

    – informacje jakoby Kościół otrzymywał jakieś wielomilionowe wsparcie finansowe od państwa

    – rzekome wypowiedzi i zajmowanie stanowiska przez wysokich hierarchów Kościoła (osobiście nie słyszałem, ale ludzie mówią, że były)

    Jeśli w/w rzeczy są prawdziwe to nietrudno lewactwu posądzić Kościół o polityczną stronniczość i walkę o wpływy, bo przecież jakby doszła do władzy jakaś pseudopostępowa partia to mogłaby te rzekomo istniejące miliony Kościołowi zabrać…
    Kościołowi przydałby się porządny doradca wizerunkowy właśnie po to, aby widać było, że ten (kościół) postępuje zgodnie z nauczaniem Jezusa.  Jezus kocha nas wszystkich i raczej nikt przy nim nie czuł się potępiony, odrzucony itp. Wręcz przeciwnie – Jezus przesiadywał z celnikami, nierządnicami i innymi grzesznikami, ku zniesmaczeniu faryzeuszy. Więc, chociaż sam jestem zwolennikiem dekomunizacji, pozwalanie w katolickim radiu oceniać, rozliczać kogoś z przeszłości przez polityków – niby katolików, ze względów wizerunkowych Kościoła, nie powinno mieć miejsca. „Nie sądźcie a nie będziecie sądzeni”. Zatem w Kościele i przy Kościele każdy, niezależnie od poglądów, swojej przeszłości i stosunku do wiary,  powinien się poczuć dobrze. Wtedy będzie przybywać wiernych 🙂

    A wracając do spraw gospodarczych, tak trochę pół żartem, to Jezus był kapitalistą pełną gębą i zwolennikiem wolnego rynku:) Sam był przedsiębiorcą-freelancerem (stolarzem). Poza tym da się u niego odczuć lekką krytykę do państwowego fiskalizmu. Wszak celnicy, czyli odpowiednicy dzisiejszych poborców skarbowych, byli w ewangeliach przedstawiani raczej lekko negatywnie – jako grzesznicy :):):):):)

    Odpowiedz
    1. ks. Jacek Fijałkowski Autor wpisu

      Mi mniej chodziło o politykę. Chociaż rzeczywiście ona była punktem wyjścia. Raczej o to, że ludzie nie chcą przyjąć do wiadomości, że często mają błędne swoje wyobrażenie, jak Pan Jezus działa, także poprzez Kościół. To dotyczy domniemanej polityki, kazań i tego, o czym ludzie są przekonani, że powinno być (bądź nie)… Ale dziękuję za „wykład” o polityce :).

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.