Nowa strona

Pragnę poinformować, że powstała nowa strona internetowa, naszej Szkoły Nowej Ewangelizacji bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Wprawdzie miała ona powstać w domenie bartymeusz.pl, to jednak powstała na zupełnie innej domenie. Można na tę stronę zajrzeć pod adresem snewarszawa.pl.

Na tej stronie nie ma zbyt dużo informacji. Ale gromadzi różne informacje o naszej Szkole: kim jesteśmy, kiedy mamy spotkania, jakie kursy organizujemy. Jest też kalendarz, a dokładniej to dwa kalendarze. Jest kalendarz naszych posług. Są tam terminy Mszy św. z modlitwami o uzdrowienie i uwolnienie, potwierdzone terminy kursów, które mamy prowadzić, bądź współprowadzić. A także planowane terminy kursów, które chcemy zorganizować, ale to obecnie jest na poziomie ustaleń. Jest też drugi, większy kalendarz, w którym oprócz posług są terminy spotkań Szkoły – tak spotkań formacyjnych (czyli obowiązkowych), jak i spotkań fakultatywnych, które nie będą obowiązkowe (choć istotne). Terminy tych nieobowiązkowych zapewne w niektórych tygodniach całkowicie wypadną.

To wprawdzie zapewne jeszcze nie ostateczna wersja strony, ale… Można poczytać, zainteresować się i… zachęcić innych.

4 komentarze do “Nowa strona

  1. Magda

    Szczęść Boże,

    pewnie piszę w nieodpowiednim miejscu, ale tak naprawdę nie mam kogo poprosić o pomoc. Piszę, ponieważ w dniu wczorajszym uczestniczyłam we Mszy Świętej z nabożeństwem o uzdrowienie i uwolnienie, odprawianej przez Księdza. Nie była to pierwsza Msza tego typu w moim życiu, odbyłam wiele rekolekcji, mnóstwo czytałam, modlę się i czytam Słowo Boże…. I moje rozpaczliwe próby spotkania Boga zawsze kończą się tylko strachem, rozpaczą i depresją. Czemu tak się dzieje? Dlaczego zawsze po tego typu Mszy czuję się tragicznie, jest o wiele gorzej, niż było wcześniej. Dlaczego inni wychodzą z takich nabożeństw szczęśliwi, przemienieni, a ja przepełniona paraliżującym lękiem i bólem ściskającym całe moje wnętrzności. Takie uczucie rozpaczy, jakby ktoś umarł:( Rok temu byłam na rekolekcjach Nowe Życie, widziałam ,że Jezus naprawdę przychodził do ludzi, byli szczęśliwi, wolni. Ja tak bardzo prosiłam Jezusa, żeby do mnie też przyszedł, jedyne jednak co przyszło, to jakaś dziwna choroba, która męczy mnie okropnie do dnia dzisiejszego i odbiera chęci do życia. Moje życie od 7 lat jest koszmarem, a próba zbliżenia się z tym wszystkim do Boga wywołuje po czasie zawsze tylko jeden efekt- stany depresyjne, lęk i rozpacz. Dlaczego? To wszystko doprowadziło mnie do panicznego lęku przed Bogiem, do utraty wiary i przekonaniu, że On chce mnie wykończyć. Gdy jest już bardzo źle, przestaję się modlić, bo boję się tego, co się dzieje. Mimo to po czasie wracam, bo jednak chciałabym, aby Bóg był obecny w moim życiu, nie chcę go odrzucać. Ale wtedy zaczynają się dziać rzeczy, których ja po prostu nie umiem wytrzymać.

    Odpowiedz
    1. ks. Jacek Fijałkowski Autor wpisu

      Może tu trzeba przepracować coś. Coś pewno się wydarzyło 7 lat temu. I jest to do przebaczenia, do przegadania. Czuję, że przydałaby się terapia psychologiczna. Pan Jezus może uzdrowić człowieka. Ale sporo częściej korzysta z ludzi, którzy mają nam pomóc. Do tego trzeba systematycznie otwierać się na Ducha Św. i wzrastać w wierze, poprzez systematyczną formację we wspólnocie.

      Odpowiedz
      1. Magda

        Tak wydarzyło się. I tak naprawdę to jest nie do wytłumaczenia.. Nie wiem, w jaki sposób terapia może mi pomóc:( Bo wiele lat temu nawróciłam się, to było właśnie takie cudowne doświadczenie, o jakim można przeczytać w wielu świadectwach. Nie chodzi tylko odczucia, które są piękne, ale o to, że On ułożył całe moje życie na nowo, postawił ludzi itp. To było coś niesamowitego, wszystko zawierzyłam wtedy Bogu i wszystko od Niego dostałam. Wszystko. I wtedy, właśnie w momencie, gdy poczułam się najbardziej bezpieczna w jego ramionach, gdy Mu ufałam bezgranicznie wtedy właśnie stała się ta rzecz. Wszystko zabrał. I to w jednym momencie, jednego dnia, zostałam dosłownie z niczym i to nie chodzi o sprawy materialne, chociaż też. To było tak nagłe i tak straszne, ze ten stan można porównać do śmierci kogoś najbliższego, takiej nagłej. Ale nie to było najgorsze, nie ta strata, chociaż myślałam, że oszaleję i faktycznie byłam na granicy obłędu, wpadłam w taką depresję, że nie byłam w stanie podnieść się z łóżka, nic zjeść. I najgorsze było to, że właśnie wtedy, gdy najbardziej Go potrzebowałam, On milczał. Nigdy tak bardzo nie potrzebowałam, by był ze mną, jak wtedy. Ale On nie przyszedł. To poczucie oszukania przez Boga, odrzucenia było czymś najgorszym. I od tamtej pory to się zaczęło. Nigdy już nie byłam w stanie zaufać Bogu, nikomu. Zaczęłam szukać pomocy u psychiatrów, psychologów, nic to nie dawało, ja byłam w takim stanie, że moim marzeniem było tylko wziąć jakiś lek, by przestać czuć, ale te leki nic nie dawały, nie przynosiły żadnej poprawy, mimo, ze było ich tyle, terapie- nic. Było tylko gorzej i gorzej. Do tego stopnia, ze nabawiłam się jeszcze dodatkowo lęku przed lekarzami. Cały czas obsesyjnie myślałam o Bogu, który chce mnie zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. Mimo, że zdawałam sobie sprawę z tego, że Bóg nie jest taki, ja to rozumowo wszystko pojmuję, ale w moim sercu był tylko lęk. Wiem jak to masakrycznie i żałośnie brzmi, ja zaczęłam bać się dosłownie wszystkiego, a najbardziej miłości, dobra, bo ciągle miałam właśnie tą myśl, że jak dopuszczę do siebie cokolwiek dobrego, to wtedy właśnie wydarzy się to „coś” nie wiem co dokładnie, ale coś strasznego, na co podświadomie czekam i co niby ma mnie spotkać z ręki Boga. doszło do tego, że jedyną rzeczą, która przynosi mi ulgę, jest oskarżenie Boga. Wiem, jak strasznie to brzmi, ale tak jest. Tylko odsunięcie się od Niego, oskarżenie Go o cokolwiek przynosi ukojenie, oczywiście tylko na chwilę. U mnie to jest posunięte do tego stopnia, że jak widzę kogokolwiek, kto cierpi, usłyszę o jakimś nieszczęściu, odczuwam gwałtowną nienawiść do Boga.

        Przez ostatni rok przestałam mieć jakikolwiek kontakt z Bogiem. Zero Mszy, zero spowiedzi, zero modlitwy. Mój stan psychiczny bardzo się poprawił. Właściwie wszystkie objawy w cudowny sposób się wycofały, bez stosowania leków. Tylko myśl, że tak naprawdę nie chcę żyć bez Boga powodowała, ze nie byłam tak naprawdę szczęśliwa. Ale wolałam jakieś tam zadowolenie i energię do życia niż tamten stan. Jakiś czas temu stwierdziłam, że chcę wrócić. Jest znowu to samo. Znów ten sam tragiczny stan. Ja tego nie umiem nikomu wytłumaczyć. Ja wiem, że Bóg nie jest taki, jak o Nim myślę. Ale żadna wiedza teoretyczna nie jest w stanie wykorzenić ze mnie tego, co mówi na ten temat moje serce. Nie wiem co i komu mam przebaczyć. Nie czuję żalu do żadnego człowieka. Ten dramat odbywa się tylko w relacji Bóg- Ja. I wiem, ze gdyby nie ten obraz i paniczny strach przed Bogiem, moje życie byłoby zupełnie inne. Bo nie miałabym problemów, które sama sobie tworzę. Wszystkie moje decyzje, działania, a w zasadzie ich brak, są powodowane tylko i wyłącznie lękiem przed Bogiem. Bo realnych problemów nie mam. Wewnętrznie jestem wrakiem. czuję się, jakbym popełniła jakąś zbrodnię i nikt by o niej nie wiedział, a ja żyłabym w nieustannym poczuciu winy i lęku. Nie potrafię z tego wyjść.

        Przepraszam, ze tak się rozpisałam i że zamieszczam to publicznie w miejscu, które nie jest przeznaczone do tego typu zwierzeń, ale po prostu musiałam to z siebie wyrzucić. A nie mam z kim o tym porozmawiać.

        Odpowiedz
  2. Justyna

    Magdo, dopiero dziś przeczytałam Twoje komentarze. Przede wszystkim przebacz Panu Bogu. A może to nagranie Ci pomoże? Z całego serca polecam Ci odsłuchanie audycji „Jak Fajnie Być Blisko Boga” o Bożym Miłosierdziu przez pryzmat Dzienniczka i drogi duchowej s. Faustyny. Gościem Piotra Zworskiego był ks. Dominik Chmielewski SDB – duszpasterz rodzin, rekolekcjonista. Jeżeli link nie zadziała, to wyszukaj na youtube: https://www.youtube.com/watch?v=rGC7vfFaCGU

    Pamiętaj, że Jezus Cię kocha w każdym położeniu…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.