Od przynajmniej kilku dni chodziło mi po głowie, by na blogu coś napisać o dzisiejszym pseudo-święcie, którego nazwa występuje w tytule postu. Refleksja, która chodzi mi po głowie jest związana z tym dniem, jako dniem kultu.
W wielu miejscach można zobaczyć dynie, różne straszne maski itp. W wielu przedszkolach i szkołach są organizowane różne bale, zabawy, przebieranie itp. I tylko mnie zastanawia, dlaczego w instytucjach oświatowych, w których nie wolno powiesić Krzyża, lansuje się pogańskie święto? Jeśli już ktoś mów o potrzebie wolności światopoglądowej, to niech przestrzega tego od początku, do końca. Dlaczego w kraju katolickim w ten dzień łatwiej czcić religię celtycką niż rzymskokatolicką? Dlaczego w kraju, gdzie powinno się czcić Boga miłości i pokoju, czci się duchy lęku? Dlaczego w miejsce piękna forsowane są obrzydliwości? Można dużo takich pytań zadawać.
Ciekaw jestem, czy ci, którzy nakręcają w świecie interes wokół Halloween, mają świadomość, że ma to wszystko związek ze spirytualizmem, czy też są to wkręceni przez innych? Przecież to otworzenie się na świat demoniczny, co prowadzi człowieka do zniewolenia, opętania, a często odejścia od Boga – tak tu na ziemi, jak i w wieczności.
Polacy, katolicy, dbając o dobro duchowe swoje i swoich dzieci, nie dajmy sobie narzucić takich obrzędów, walczmy, by w naszych szkołach, przedszkolach, te treści nie były propagowane. To, co przychodzi z innego narodu naprawdę nie musi być dobre, a wręcz często jest niebezpieczne i złe.
Jakie mogą być tego konsekwencje? Pewnego rodzaju odpowiedź przyszła mi do głowy, gdy czytałem pierwsze czytanie dzisiejszej Godziny Czytań w brewiarzu. Tam może nie było nic o Halloween, ale było o różnych bożkach, o narzucaniu pewnych praktyk religijnych itp. Mam nadzieję, że to, co się tam dalej wydarzyło, nie będzie naszym udziałem. Ale historia lubi się powtarzać. Wspomniane czytanie z brewiarza można znaleźć w Biblii: 1Mch 1,41-64.
