Archiwum autora: ks. Jacek Fijałkowski

(Nie) tylko dla kapłanów – homilia

Trzy lata temu w gazetce parafialnej pojawiła się homilia związana z uroczystością Wszystkich Świętych. Na tym blogu można ją znaleźć jako „Bardzo osobiste wspomnienie”. Umieszczam tutaj homilię, którą prawdopodobnie wygłoszę dziś na Mszy św. Nigdy homilii sobie nie piszę i głoszę z głowy, więc trudno powiedzieć, co ostatecznie zostanie wygłoszone. Na wszelki wypadek wyjaśniam, że w naszej parafii jest liturgia z 31. niedzieli zwykłej, a nie z uroczystości poświęcenia kościoła.
Wczytując się w dzisiejszą liturgię słowa, można by dojść do wniosku, że nie powinienem głosić homilii na Mszy świętej z ludem. Powinienem spotkać się z braćmi w kapłaństwie i po prostu mocno wyartykułować treści z pierwszego czytania i Ewangelii. Krytyka kapłanów i ludzi stojących na czele wierzących jest w dzisiejszej liturgii tak mocna, że wypadałoby się schować za szafę i w ciszy własnego serca przemyśleć swoje postępowanie. Oczywiście są trochę inne czasy i pewno dzisiejsze treści można by przełożyć na przykłady innych negatywnych zachowań osób duchownych, ale myślę, że jest wielu księży, którzy nie chcieli by słuchać dzisiejszych czytań. Inna rzecz jest taka, że boję się, iż owi duchowni mogą sobie nie zdawać sprawę, że to o nich mowa. Człowiek, który sam się wywyższa, często nie zauważa, że ma problem i zasługuje na poniżenie.
Te słowa nawiązujące do poniżenia, a znajdujące się na końcu dzisiejszej Ewangelii, mówią o pokorze. Warto sobie wyjaśnić, że bycie pokornym wcale nie oznacza bycia człowieka, który daje się wszystkim poniżać, który nie ma swojego zdania i w ogóle powinien przepraszać, że żyje. Pokora, to nie jest bezsensowne udawanie, że jest się małym, ale stawanie w prawdzie oraz gotowość służby i stawania się małym w oczach świata. Człowiek pokorny to ten, który zna swoją godność, ale zna także prawdę o sobie – że wprawdzie przed Bogiem wydaje się niemalże prochem, to jednak w oczach Boga jest wielki gdy żyje „na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,28). 
Znając treści Pisma Świętego, można stwierdzić, że taką pokorą najwyraźniej wyróżniał się święty Paweł. Mówiąc o niekoniecznie właściwym podejściu osób duchownych do realizacji Bożego powołania, trzeba także spojrzeć na postać tegoż Apostoła Narodów. Dzisiejsza liturgia przedstawia fragment Listu do Tesaloniczan. Wprawdzie wydawać by się mogło, że słowa Pawła są pewnego rodzaju chwaleniem się, to jednak są formą dziękczynienia, chwalenia Boga i prośby o miłość. Wspominana pokora świętego Pawła przekonuje mnie, że słowa z dzisiejszego drugiego czytania odzwierciedlają prawdę. Apostoł narodów jawi się „jak matka troskliwe opiekująca się swoimi dziećmi”. Jego postawa pełna jest życzliwości, poświęcenia oraz pragnienia, by nie być ciężarem. Niewątpliwie postawa autora tegoż czytania jest przykładem do naśladowania dla każdego Apostoła – każdego, kto jest kapłanem i ojcem duchowym dla wiernych. 
Konfrontując ze sobą drugie czytanie z pozostałą częścią liturgii słowa, każdy duchowny powinien zrobić solidny rachunek sumienia, do kogo mu bliżej. Te wszystkie fragmenty Pisma Świętego są naprawdę dobrym punktem wyjścia do refleksji w trakcie rekolekcji kapłańskich, a inni teoretycznie nie muszą tego słuchać. Dlatego na wstępie tej homilii dałem do zrozumienia, że w ogóle nie powinienem głosić dziś homilii świeckim. Prawda jest jednak taka, że według Prawa Kanonicznego mam obowiązek wygłosić dziś homilię. Ale nie tylko robię to z obowiązku. I jest ku temu kilka powodów. Pierwszym może być kwestia powszechnego kapłaństwa. Każdy z nas uczestniczy w Chrystusowym kapłaństwie na mocy sakramentu Chrztu świętego i teoretycznie może być adresatem dzisiejszej liturgii słowa – tak krytyki niewłaściwych postaw, jak i pochwały postawy podobnej do świętego Pawła. 
Drugi argument wynika bezpośrednio z samej liturgii. Jezus mówi: „Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą”. W tym samym momencie, gdy Jezus tak krytykuje uczonych w Piśmie i faryzeuszy, nakazuje ich słuchać. To Bóg powołuje ludzi na odpowiednie urzędy i stawia na czele ludzi. I chociaż ma świadomość, że nieraz sprzeniewierzają się swojemu powołaniu, nadal nimi kieruje i poprzez posłuszeństwo im prowadzi wiernych do świętości. Tym bardziej, że św. Paweł pisze: „przyjęliście słowo Boże usłyszane od nas […] nie jako słowo ludzkie, ale jak jest naprawdę, jako słowo Boga, który działa w was wierzących”. To są bardzo ważne i dużo mówiące słowa. To Bóg mówi przez swoich kapłanów, a nam pozostaje to przyjąć. 
Z tego argumentu wynika także i trzeci: Warto zauważyć, że już w starożytnych czasach byli różni duchowni i nie można przekreślać, nawet najgorszych w naszych oczach, a raczej wspierać, motywować i przede wszystkim za nich modlić. Oni są wybrani przez Boga i niezależnie, jak bardzo się sprzeniewierzyli swojemu powołaniu, Bóg nadal może czynić przez nich wielkie rzeczy i prowadzić nas do siebie. A nam pozostaje nie wywyższać się nad innych, lecz z pokorą przyjmować tę trudną nieraz prawdę i prosić Boga, by przemienił swoje sługi i dał im, także mi, gorliwość podobną do tej, którą miał św. Paweł.

Homilia z 26.10.2008.

Dziś w naszej parafii, jak w prawie każdą niedzielę, poprzez chrzest kilkoro dzieci zostanie włączonych do wspólnoty Kościoła. To, na jakich ludzi wyrosną, w dużej mierze zależy od ich rodziców. Różne są podejścia do wychowywania dzieci. Dosyć popularnym, niestety, jest wychowanie bezstresowe. Często jednak prowadzi ono do rozpuszczenia dzieci, co zazwyczaj obraca się przeciwko rodzicom i ogólnie całemu społeczeństwu, a także samym niewłaściwie wychowanym osobom. Inny zły sposób wychowania wykorzystuje dotkliwe kary cielesne w momentach, gdy rodzice nie radzą sobie z dzieckiem. Taka postawa również nie wpływa dobrze na młodego człowieka, gdyż często prowadzi do agresji. Efektem złego wychowania może być nieukształtowanie odpowiedniego korzystania z wolności przez dziecko. Albo dzieci nie bardzo wiedzą, że są jakieś zakazy i nie wszystko człowiekowi wolno, albo nie są w stanie podejmować dobrych decyzji, bo wszystko w dzieciństwie robiły tylko ze strachu przed rodzicami. 
Podobne problemy, jak w przypadku ogólnego wychowania, mogą wystąpić w wychowaniu do wiary. Trzeba mieć świadomość, że do zbawienia oprócz chrztu potrzebna jest także wiara człowieka, którą dzieciom wpoić powinni rodzice. Mają oni za zadanie chociażby nauczyć swoje dziecko modlitwy, a także regularności w chodzeniu do kościoła. Nie można zapominać, że trudno o lepszą naukę, niż dobry przykład i praktykowanie wiary. Rodzice winni także pomóc dzieciom poznać Boga. I tak jak ma to miejsce w ogólnym wychowaniu, tak potrzeba to zrobić dojrzale. Zdarza się, że mama mówi do synka – „uważaj, bo jak będziesz się źle zachowywał, to Bozia cię ukarze”. Takie stawianie sprawy może niestety narobić wielu szkód. Po pierwsze kolejny raz wychowujemy dziecko w nastawieniu ciągłego strachu przed Bogiem, a po drugie – i co chyba w tym wszystkim jest najważniejsze – przedstawiamy mylny, potrafiący nieraz przez wiele lat, albo pokoleń pokutować, obraz Boga. 
Wielu ludzi, niestety, ma właśnie wpojoną niewłaściwą wizję Boga – surowego sędziego, który tylko czyha na nasz grzech, aby nas ukarać. Tak daleko jest to wyobrażenie zakorzenione w naszym myśleniu, że nawet w jednej z tradycyjnych pieśni maryjnych śpiewamy „a kiedy Pan Bóg rozgniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze”. Ktoś, kto powiela te słowa i ten punkt widzenia, najwyraźniej nigdy Boga nie doświadczył. To jest myślenie zakorzenione w Starym Testamencie – słyszymy to także w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Pan Bóg zapowiada swój gniew i wyniszczenie mieczem grzeszników. Jednakże chociaż są to słowa z Biblii, to nie znaczy, że dokładnie taki jest Bóg. Trzeba pamiętać, że Prawo Mojżeszowe było spisywane, gdy w tamtej części świata obowiązywał bardo surowy Kodeks Hammurabiego i pod tym kątem biblijne „oko za oko, ząb za ząb” było bardzo uczciwym na tamte czasy prawem. Boga rozumiano jako bardzo sprawiedliwego, który odpłaca tak, jak Go skrzywdzono. Wymienione w pierwszym czytaniu przykazania wchodziły w kanon przymierza zawartego pomiędzy Bogiem i ludźmi. Izraelici zgodzili się wypełniać przykazania w zamian za obietnicę opieki Bożej. Miały być one dla ludzi drogowskazami – jak zgodnie dojść do Ziemi Obiecanej i jak żyć, aby ponownie nie dostać się do niewoli. Za zerwanie przymierza poprzez ciężki grzech groziła śmierć. Każdy Izraelita był tego świadomy i dlatego robił wszystko, aby na karę nie zasłużyć. Niestety, wielokrotnie odchodził od Boga i dlatego naród Izraelski często dostawał się do niewoli. 
Dlaczego zatem przedstawiony w Biblii obraz Boga – surowego sędziego, pałającego gniewem, jest mylny? Nie możemy zapominać, że jesteśmy chrześcijanami. Wierzymy w tego samego Boga, co Izraelici, ale to słowa Jezusa najbardziej pokazują nam Boga. Jezus powiedział do Filipa: „kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9). Zatem patrząc na Jezusa, możemy zobaczyć zupełnie inny obraz Boga. Chociaż w Ewangelii jest scena wypędzania kupców ze świątyni – jako obraz gorliwości Jezusa o to, co należy do Boga – to miłość jest prawdziwym obliczem naszego Stwórcy. Ten sam Chrystus, chociaż mówił, że nie przyszedł zmienić Prawo, każe inaczej na pewne sprawy patrzeć. Nie chodzi Bogu o ścisłe wypełniania prawa, lecz o miłość, z jaką te i inne prawa wypełniamy. 
Dosyć dobrym dopowiedzeniem do tego, jak należy patrzeć na Boga, są słowa św. Pawła z drugiego czytania. Bóg żywy i prawdziwy, to ten, który z miłości dla nas posłał swojego Syna i pozwolił, aby poprzez śmierć i zmartwychwstanie ochronić nas od Bożego gniewu. Należy tutaj dopowiedzieć, że św. Paweł poprzez Boży gniew nie rozumiał nienawiści, czy też pragnienia zemsty, ale ponoszenie przez człowieka konsekwencji swoich grzechów, by mu uświadomić potrzebę zbliżenia się do Boga. 
Moi drodzy! Pan Bóg nie jest surowym sędzią, który chce nas pokarać za nasze grzechy. To my sami wystawiamy się na ataki szatana poprzez grzeszne odrzucenie Boga. Bóg jest miłością. On nas kocha tak bardzo, że poświęcił dla nas życie swojego Syna. My jednak, aby zbliżyć się do Boga musimy także żyć miłością. I to nie miłością małą, ale miłością największą z możliwych, na ile serce, dusza i umysł pozwalają. Tą miłością mamy także dzielić się z naszymi bliźnimi. Taki obraz Boga, – kochającego Stworzyciela powinni przekazywać rodzice dzieciom, sami jednocześnie czerpiąc z tego wzoru rodzicielstwa pełnego miłości. Dlatego też przykazania miłości są uznane, jako największe.

[*]

Niecały rok temu zakładałem tego bloga. Po kilku dniach informowałem o śmierci Moniki Brzozy. Po kilku następnych dniach pisałem osobiste wspomnienie o śmierci mojego taty. A dziś…
Krótko podzielę się informacją, że od 3 dni po raz kolejny jestem w żałobie. Moja mama, śp. Alicja F. odeszła do Pana. Jutro rano jest pogrzeb. Proszę westchnijcie do Pana w intencji mojej śp. mamy i nas – jej dzieci.
Jutro szykuje się ogólnie trudny dzień. Bo wieczorem wraz ze Wspólnotą mamy po raz pierwszy „publicznie” prowadzić Mszę św. połączoną z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Nie będzie zatem to dla mnie łatwy dzień. Ale „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam„. Wierzę, że Bóg pobłogosławi, tylko naprawdę potrzebuję wsparcia modlitewnego.

Homilia z 19.10.2008.

Umieszczam kolejną homilię. Pierwszy mi się nie bardzo podoba. Ale wyraźnie podkreślam, że homilia ta została napisana i opublikowania w gazetce parafialnej 3 lata temu. 
Mam dość wojny na górze. Pod tymi słowami zapewne może się podpisać wielu z nas. Konflikt pomiędzy Prezydentem i Premierem jest tylko jednym z powodów zrażających ludzi do polityki. Utrzymujący się tak długo konflikt zapewne budzi w nas niepokój. Nikt nie lubi wojny, niemiłych epitetów, którymi opisują się wzajemnie najważniejsze osoby w państwie. Problemem, który także często świadczy przeciwko politykom, jest przedkładanie interesu prywatnego i partyjnego ponad dobro ludzi. Tym bardziej, że niejednokrotnie słyszymy o nadużyciach ludzi władzy. W państwie prawa, w którym powinna dominować sprawiedliwość, nie można się zgodzić na nieuczciwość polityków. 
Nieuczciwe trwonienie pieniędzy powoduje wzrost kosztów państwa, a to wiąże się z pobieraniem wysokich podatków. Nie ma co się zatem dziwić, że ludzie niechętnie je płacą. Tym bardziej, że jeśli potraktujemy podatek jako przymusową daninę na rzecz państwa, możemy poczuć się okradanymi – szczególnie, gdy wiemy o nieuczciwym wydawaniu naszych pieniędzy. 
Niechęć do płacenia podatków, to problem sięgający kilku tysięcy lat wstecz. Wyraźnie zauważone to zostało w dzisiejszej Ewangelii, gdy faryzeusze pragnęli sprowokować Jezusa. Odpowiedź na postawione przez nich pytanie miała skłócić Zbawiciela z jedną ze stron – bądź to z ludnością niechętną Cezarowi, bądź z politycznymi władzami ówczesnego Izraela. 
Jezus jednak nie dał się sprowokować. Wykazał się mądrością przekraczającą myślenie i plany faryzeuszów, a jednocześnie wskazał na bardzo ważną kwestię: w świecie istnieją dwa porządki, wymiary, które powinniśmy respektować. Jednym z nich jest porządek ziemski, w którym na czele stoi ludzka władza. Trzeba sobie uświadomić, że „nie ma (…) władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga” (Rz 13,1) My jednak mamy szansę wpływać na władzę, poprzez aktywne korzystanie ze swoich praw wyborczych. Władza nie powinna kojarzyć się wyłącznie z nieuczciwością, ale może służyć dobru ludzi. Bohater dzisiejszego pierwszego czytania – Cyrus (król perski) – był przykładem tego, który wykorzystał władzę, aby wypełnić wolę Bożą i przywrócić wolność Izraelitom.
Drugi porządek posłuszeństwa, w którym uczestniczymy, to porządek Boży. Słowa Jezusa „oddajcie (…) Bogu, to, co należy do Boga” powinny stać się mottem naszego życia. Święty Paweł mówi, że „w życiu więc i w śmierci należymy do Pana” (Rz 14,8). Zatem mamy oddawać siebie Bogu – co potwierdza także sam Apostoł Narodów, mówiąc: „proszę was, bracia, (…), abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną” (Rz 12,1) Nasze życie zatem powinno być składaniem ofiary Bogu. Ofiary, czyli poświęcenia. Czy jednak tak rzeczywiście jest? Czy potrafimy chociażby poświęcić niedzielny czas Bogu? Czy jesteśmy w stanie powściągać swoje żądze, aby wypełnić wolą Bożą? 
Trudno zawsze na te pytania odpowiedzieć twierdząco. Nie jest zatem łatwo oddawać Bogu, to co do Niego należy. Jednakże to musi być podstawą naszego działania. Jeśli nie nauczymy się oddawać, tak państwu, jak Bogu, tego co do nich należy, to i nie będziemy w stanie komukolwiek odmierzyć sprawiedliwie należnych mu wartości i rzeczy. 
Moi drodzy! Słowa z dzisiejszej Ewangelii wzywają do sprawiedliwości i oddania tego, co się komu należy – czy to państwu, czy Bogu, czy też innym. Jako ludzie mamy pewne prawa i chcielibyśmy, aby były przestrzegane. Nie chcemy być okradani, oszukiwani, ani wykorzystywani np. przez rządzących. Warto jednak pamiętać, że jeśli zależy nam na sprawiedliwości, to musimy zacząć się o nią starać począwszy od swojej postawy. Uczciwie wypełniajmy swoje obowiązki względem bliźnich, przełożonych i swojego kraju, jednocześnie uczmy się od jedynego w pełni sprawiedliwego – Boga – poprzez sumienne wypełnianie Jego przykazań.  

Proroctwa nie lekceważcie

Tytułowe słowa, będące cytatem z 1 Listu do Tesaloniczan (5,20), przypomniały mi się przedwczoraj wieczorem. 
Tegoż dnia rano, w łazience, zwróciłem uwagę na 2 duże plastikowe butle, które były przygotowane na wypadek awarii wody. Tyle tylko, że jedna z nich była niemalże pusta. Przyszła mi myśl (jak się później okazało prorocza), że może warto napełnić tę butlę, bo nie wiadomo, kiedy może się przydać. Pojawiła się jednak druga myśl, że w sumie okres awarii u nas się skończył, bo występowały one u nas, gdy był remont w sąsiadującej z nami szkole. Ponieważ remontów już dawno nie było, stwierdziłem, że raczej nie będzie awarii i nie ma potrzeby napełniać butli wodą.
Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy po kilku godzinach okazało się, że w kranie nie ma wody. Wielka awaria, obejmująca 150 tys. mieszkańców, trwała blisko 30 godzin. Wprawdzie ileś wody do umycia się miałem z drugiej butli, to jednak stwierdziłem, że głupotą było nie posłuchanie tamtego rannego natchnienia. Święty Paweł wiedział, co pisze. Ja teraz już też wiem :). 
Zatem, moi drodzy, gdy czujecie, że powinniście coś dobrego i ważnego zrobić, nie odkładajcie decyzji do nie wiadomo kiedy, bo może takie natchnienie od Boga pochodzi i jest ostrzeżeniem przed tym, co naprawdę będzie miało miejsce.