W tym blogu piszę o różnych rzeczach, które się dzieją, ale także o moich przemyśleniach. Dziś pewne przemyślenie na temat dzisiejszej Ewangelii. Czuję jednak, że mogę komuś podpaść.. Ale cóż… wszak św. Paweł pisał: „nastawaj w porę i nie w porę”.
Dziś w Ewangelii słyszymy:
„Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu na szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych” (Łk 17,1-3)
Według Jezusa zgorszenie jest jednym z najcięższych przewinień. Ale zgorszenie może być różnie rozumiane. Dziś jednak nasz Pan mówi o tych wszystkich, którzy są powodem grzechu. Można też to odnieść do tych, którzy przyzwalają na grzech, albo nie blokują możliwości grzechu – mając taką władzę. W dyskusji politycznej, która ostatnio się toczy, przewija się tematyka przyzwolenia na grzech. Jeśli polityk podpisuje się pod ustawą pozwalającą na grzech – staje się niejako powodem do grzechu tych, którzy według takiej ustawy postąpią źle. Tym bardziej, kiedy ten polityk się z tym afiszuje, nie widząc problemu. To jest grzech zgorszenia… I takiemu politykowi można by zawiesić kamień młyński na szyi.
Ale idąc dalej tym torem rozumowania – wyborca, który pozwala, aby polityk popełnił grzech zgorszenia (poprzez ustalenie złego prawa), też niejako staje się powodem grzechu. A w takiej sytuacji… przydałoby się zawiązać sobie kamień młyński na szyi… Może lepiej nie. I mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby. Ale nie możemy tego lekceważyć i spać spokojnie, gdybyśmy wiedzieli, że w jakiś sposób podpisujemy się pod ustawą pozwalającą na grzech.
Wiem, że to, co piszę, może się wielu osobom nie spodobać. Ale co ja poradzę, że do takich wniosków doszedłem? Prawda w oczy kole i trudno się takie rzeczy czyta? Szkoda… Mogę co najwyżej zaprosić do dyskusji…
