Chyba coś napiszę, aby nie wyglądało, że mój stary blog, to tylko pole dla reklamy dla prowadzonego przeze mnie i moich przyjaciół rekolekcji – kursu Bartymeusz.
Może trzeba się przeprosić z tym blogiem, bo jednak to fajna sprawa. Sam kilka postów z przeszłości przeczytałem i stwierdziłem, że jednak to ważne, aby czasami sobie przypomnieć, jak Bóg działa. I w tym momencie też napiszę coś, co dla kogoś w obecnej chwili może być ważne, a dla mnie może będzie ważne za ileś miesięcy (lub lat), gdy będę znowu przeglądał tego bloga.
Kiedyś ze znajomymi (tymi od kursu) modliliśmy się o uwolnienie nad pewną młodą kobietą. Już nawet do końca nie pamiętam, o co tam chodziło. Ale wiem, że bardzo pragnęła ona mieć dziecko. Miałem cichą nadzieję, że ta modlitwa pomoże otworzyć się na dar macierzyństwa.
Po iluś miesiącach (od tego czasu mija około 3 miesiące) spotkaliśmy się ponownie z tą kobietą. Okazało się, że w stanie błogosławionym nadal nie jest. Ale nadal w niej jest aktualna jakaś sprawa dotycząca ograniczenia wolności. W trakcie rozmowy, a potem podjętej modlitwy wyszło, że coś ta moja „bohaterka” w przeszłości zrobiła duchowego, co mocno utrudniło jej otwarcie się na dziecko.
I ten wątek podjąłem na modlitwie. W trakcie modlitwy kobieta ta miała spoczynek w Duchu Św., a w moim sercu pojawiło się przekonanie, by jej powiedzieć takie mniej więcej słowa: „za rok, będzie mnie pani szukać, by powiedzieć o dziecku”.
Te przekazane światło przyniosło dużo radości. Ale gdy miesiąc później się spotkaliśmy nic nadal nie było wiadomo o dziecku. Kolejne dni płodne nie przyniosły poczęcia oczekiwanego potomka. Kilka tygodni później (łącznie to jakieś 1,5 miesiąca temu), dostałem przekazaną przez inną osobę mniej więcej taką informację: „Jestem w ciąży. Ale ponieważ jest ona zagrożona, więc nie mogę osobiście o tej radości powiedzieć. Proszę o modlitwę”.
Nie ukrywam, że w moim sercu pojawiła się ogromna radość. Oczywiście trzeba się modlić. Ale także dziękować Bogu, że daje życie tam, gdzie długo go nie było. I co więcej – zapowiada takie wydarzenia przez różne światła i proroctwa. Ciekawostką jest jednak to, że takiego typu proroctwa w moim przypadku zdarzają się niezwykle mało. To raczej te osoby mnie otaczające dostają więcej.
Tak sobie uświadomiłem, że te moje słowa rzeczywiście mogą być proroctwem także dlatego, że jest pewne podejrzenie, że po wakacjach będę pracował w innej parafii i moje „bohaterka” rzeczywiście będzie musiała mnie szukać, by mi o dziecku powiedzieć.
Tak, czy inaczej… Chwała Panu!